Bezpieczeństwo Drogi Kultura Mieszkania Praca Sport i turystyka Ekologia Zdrowie i pomoc społeczna Edukacja

Częstochowa dla Ciebie !

Menu
Mój komentarz
Spot wyborczy
TO SIĘ UDAŁO DLA CZĘSTOCHOWY

Częstochowa, 2010-07-17

DYREKTOR PUBLICYSTA


     Nie da się ukryć: dyrektor MZD Marek Przedziński ma wyraźnie mniejszy talent publicystyczny od redaktora Tomasza Haładeja. Dlatego z większą uwagą czytam teksty gazetowe niż coś artykułopodobnego ujawnianego w formie przypominającej urzędowe dokumenty.
       Innego zdania jest inny dyrektor, dyrektor biura parlamentarnego PO, radny Jacek Krawczyk, zamieszczający na swojej stronie dzieło Przedzińskiego jako „porażający raport”. Uniknąć porażenia można nosząc czapeczkę, co polecam młodym aktywistom partyjnym.
       Za porażający przykład niegospodarności panowie z PO uważają np. wydanie pieniędzy na koncepcję budowy wiaduktu na skrzyżowaniu DK-1 i Al. Jana Pawła II. Tylko, że bez tej „niegospodarności” nie mielibyśmy szans pozyskania 170 mln zł środków pomocowych. Podobny był powód wydania pieniędzy na koncepcję przebudowy ul. Głównej i Przejazdowej, czy koncepcję modernizacji dk 91 (ul. Warszawskiej). Chcąc pozyskiwać na budowę dróg środki pomocowe musimy inwestować w przygotowanie dobrych wniosków. Ponieważ chętnych na takie środki jest dziesięć razy więcej niż możliwości, zawsze istnieć będzie ryzyko przegranej w konkursie.
     Niewybaczalnym grzechem wobec mieszkańców byłoby jednak nie podejmowanie ryzyka gry o europejskie pieniądze.
Skąd jednak o tym mogą wiedzieć dwaj panowie dyrektorzy, skoro im się do tej pory nic pozyskać nie udało.
       Zastanowić się także można, co określić należy słowem niegospodarność. Przygotowanie projektów oczekiwanych od lat inwestycji drogowych, czy też wrzucenie gotowych już projektów do kosza pod pozorem, że mamy inny pomysł... W taki bowiem sposób wyrzucono do śmieci ponad 300 tys zł, gotowy projekt połączenia ul. Wały Dwernickiego kładką nad al. Jana Pawła II. Czy mieszkańcy Tysiąclecia nie zasługują na dobre rozwiązanie komunikacyjne, czy nie jest potrzebne udrożnienie znajdującego się w pobliżu kampusu akademickiego AJD...? 
       Najbardziej jednak poraża w tym tekście odniesienie do oświetlenia ulicznego. Tak, to prawda, oświetlenie uliczne jest w rękach monopolisty – Tauronu; tak, to prawda jesteśmy skazani na dyktat monopolisty. Przypomnieć tu warto, że przez kilka lat prowadziliśmy desperacką walkę, by ten stan zmienić. Szanowny dyrektor biura parlamentarnego nie zauważył, że błagaliśmy wręcz – jako samorządowcy z większości miast i gmin Polski – posłów i senatorów o pomoc. 
       Rząd PO nie był zainteresowany uwolnieniem samorządu od dyktatu monopolisty. Rząd PO wolał lepiej zarobić na sprzedaży Tauronu, podtrzymując jego monopolistyczną pozycję. Zamiast pomóc, rząd nas sprzedał... Przykre to, lecz prawdziwe.
     Może więc radny poprosi swoich pracodawców – parlamentarzystów PO – by złożyli w tej sprawie interpelacje. Miałby wówczas możliwość doświadczyć osobiście w jakiej cenie jest dobro samorządu u polityków partii, określającej się jako obywatelska...
       Z sympatii dla obu dyrektorów życzę im by unikali wychodzenia na słońce. Porażenie to bolesna sprawa... I liczę, że pan dyrektor Przedziński nie tylko zajmie się publicystyką, ale może także zbuduje czy zmodernizuje, czy chociaż wyremontuje jakąś drogę w naszym mieście.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-07-06

OBIETNICE I OCZEKIWANIA


     Obwodnica autostradowa Częstochowy będzie częściowo bezpłatna. To dobra obietnica, choć częściowo skażona goryczką. Dlaczego bowiem tylko część, od węzła Lgota do Dźbowa, ma być nieodpłatna; a co z odcinkiem Rząsawa – Lgota...? Jeśli tu zostanie odcinek odpłatny, ciężar ruchu skieruje się na DK-1 i al. Jana Pawła II; wzrośnie więc natężenie ruchu w ścisłym centrum miasta...
     Rzecz jednak stosunkowo łatwa do naprawy. Niestety, nie znamy innych elementów autostradowej układanki. Nie wiemy czy obwodnica będzie, nie wiemy także w którym roku być może...Nie wiemy także, czy aktualna w chwili otwarcia obwodnicy będzie obecna deklaracja ministra....Ma ona, co prawda przyjąć formę nowelizacji ustawy o autostradach, ale wiemy z doświadczenia, że prawo można zmieniać nie tylko w dobrym kierunku...
     Zwróćmy uwagę, przy tej okazji, na swoisty kalendarz narodzin pozytywnej decyzji. Mieliśmy bardzo silny głos samorządów miast Górnego Śląska w obronie bezpłatnego przejazdu autostradami przez obszar aglomeracji. Mieliśmy równie silne lobbowanie Wrocławia za utrzymaniem bezpłatnego przejazdu obwodnicą. Do 25 czerwca głosy owe były mężnie odrzucane przez Ministra Infrastruktury Cezarego Grabarczyka dowodzącego, że koszt rezygnacji z opłat – 1,3 mln zł rocznie, przekracza możliwości państwa. Potem minister niespodziewanie zmienił zdanie; w/g „Rzeczpospolitej” ( numer z 29.06.) stało się to pod wpływem posła Schetyny w obawie o los kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego...Widmo sondaży nie pierwszy już raz decyduje o polityce PO. Tego typu polityka „pi-arowska” nie gwarantuje trwałości dobrych rozwiązań.
     Byłbym jako częstochowian spokojniejszy o przyszłość, gdyby GDDKiA, na nowo zamawiając projekt naszego odcinka A-1, ustaliła budowę trzeciego pasa na obwodnicy. Jest to rozwiązanie stosowane w większości rozwiniętych państw – odrębny pas dla ruchu lokalnego. Koszt budowy trzeciego pasa nie przekracza 10-15% kosztów realizacji całej obwodnicy. Oddzielenie ruchu lokalnego i tranzytowego zwiększa płynność przejazdu.
     Ale... jeśli chce się wygrać w „lotto” wypada kupić los. Jeśli chce się obwodnicy dostosowanej do potrzeb miasta, trzeba rozmawiać, lobbować, szukać sojuszników. Istotne jest więc pytania, co w tej sprawie zrobił p.f. Prezydent Miasta Piotr Kurpios oraz politycy z rządzącej PO... Podczas niedawnego Europejskiego Kongresu Gospodarczego uczestniczący w nim Piotr Kurpios miał możliwość wysłuchać bezpośrednio od szefa GDDKiA informacji o kalendarzu realizacji A-1. Czy nasz p.f.Prezydent skorzystał z możliwości i rozmawiał z prezesem Lechem Witeckim, czy przedstawiał mu rację częstochowian ? Czy w sprawie obwodnicy posłowie PO interpelowali Ministra Infrastruktury ? Czy próbowaliśmy wykorzystać współpracę z górnośląskimi miastami, by wspólnie tworzyć silny lobbing ? Czy przekonywaliśmy do wsparcia wojewodę i marszałka województwa śląskiego ? 

Co zrobiono konkretnie i jaki jest dalszy plan działań ?

PO dąży do pełni władzy: w rządzie, sejmie, senacie, w samorządach, we wszystkich instytucjach państwa i samorządu...Pełnia władzy to jednak nie tylko luksus, ale i większa odpowiedzialność...Jak z tej odpowiedzialności za Częstochowę wywiązuje się p.f Prezydent Miasta ?

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-06-23

NIE CHCĄ PRACY CZĘSTOCHOWIAN


     W dużych miastach widać oznaki ożywienia gospodarczego, spada bezrobocie, rosną płace. Niestety, nie dotyczy to Częstochowy. Poziom bezrobocia w naszym mieście utrzymuje się od początku roku na poziomie 11 %, jeszcze gorzej jest w częstochowskim powiecie – stopa bezrobocia wynosi 15,8%. Dla porównania średni wskaźnik bezrobocia w województwie śląskim wynosi 9,9%. Za pracą nasi mieszkańcy muszą jeździć do Katowic i Gliwic.
       Samorząd ma ograniczone narzędzia by walczyć z bezrobociem. Narzędzia i środki zachęcające inwestorów są w rękach rządu. Przykładowo – tworzenie we Wrocławiu centrum Global e-bussines Operations tworzącego 1100 miejsc pracy zostało wsparte przez rząd dotacją 10 mln zł. I ta kwota jest śmiesznie mała w porównaniu z pomocą udzielaną w Łódzkiej czy Wałbrzyskiej SEE. 
       Posiadanie ograniczonych narzędzi nie może jednak oznaczać zaniedbań i braku działań. W zeszłym roku w czasie trudniejszej sytuacji gospodarczej mobilizowaliśmy wszelkie środki tworząc za pośrednictwem PUP ponad 1000 realnych ofert pracy (prace interwencyjne, roboty publiczne, staże absolwentów). Zeszłoroczne starania pozwoliły w tym roku uruchomić program dotacji na rozpoczynanie własnej działalności gospodarczej. Z tej formy skorzystało już blisko 300 osób.
       Mamy dziś 12 434 bezrobotnych częstochowian. Nie można wytłumaczyć, dlaczego lekceważymy ich chęć do pracy, dlaczego nie kreujemy propozycji ich wykorzystania...
       Mieliśmy długą i ciężką zimę. Pamiętamy śniegi blokujące ulice i chodniki. Wydawało się, że każda para rąk gotowych do pracy miastu jest potrzebna... Roboty publiczne uruchomiono dopiero w marcu, gdy śnieg stopniał, zatrudniając jedynie 30 osób. Dotknęła nas katastrofa powodzi. Dlaczego nie zmobilizowano ludzi do usuwania szkód popowodziowych...? Dlaczego nie wykorzystano bezrobotnych do wspomagania mieszkańców Bugaja, Mirowa, Wyczerp czy Zawodzia...?
       Z za biurka nie widzi się problemów Częstochowian. Trzeba nie tylko „udoskonalać” sztukę konsultacji społecznej, ale – po prostu – iść i rozmawiać z ludźmi. Trzeba odwiedzić domy poszkodowanych powodzią, w rozmowie z nimi ustalać cierpliwie jak im pomóc...Trzeba także być solidarnym z innymi gminami, dotkliwiej doświadczonymi. Gdy kiedyś dotknęła nas klęska huraganowych wiatrów, nie myśleliśmy tylko o pomocy dla mieszkańców domów przy ul. Ikara. Składaliśmy się także na pomoc dla mieszkańców sąsiadujących z Częstochową gmin. Dziś, widać, nie stać nas na taką solidarność.
      Uważam, że praca każdego mieszkańca jest Częstochowie niezbędna. Gdy pracy brak dla wszystkich chętnych, przeciwdziałanie bezrobociu powinno być sprawą numer jeden dla Prezydenta Miasta i Rady. Na tym polega solidarność. 
A nie na dbaniu o dobre posady dla swoich...

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-06-13

WIELKOŚĆ I MAŁOŚĆ


     Z pokorną cierpliwością czekaliśmy na tę chwilę: ksiądz Jerzy Popiełuszko uznany błogosławionym trafił na ołtarze. Świętym stało się życie księdza przedwcześnie przerwane męczeńską śmiercią. 
       Częstochowa ma szczególne powody by pamiętać o Męczenniku. Jego dziełem były Pielgrzymki Solidarności, będące w latach osiemdziesiątych wielką publiczną manifestacją praw robotników do wolności i godności. Dziś, gdy mijamy pomnik księdza Jerzego usytuowany w Alei Sienkiewicza, trudno nam uświadomić sobie, że od tego miejsca zaczynał się wielki krzyż ułożony z kwiatów, sięgający aż po figurę Matki Boskiej. Układany przez pielgrzymów „Solidarności” był największym z kwietnych krzyży, symboli naszej „rewolucji kwiatów”. Trudno nam też dziś zrozumieć wrażenie powodowane setkami napisów na transparentach zawieszanych na murach Jasnej Góry; każda litera była krzykiem o wolność i suwerenność narodową. Zapominamy także, że tam, gdzie dziś jest ulica ks. Jerzego Popiełuszki, w celach aresztu przy ówczesnym gmachu WUSW (dziś komenda policji) osadzano, tych, którzy o wolność się upominali...
       Częstochowa ma szczególne powody by pamiętać o Męczenniku Solidarności, bo dzięki niemu uwidoczniła się wielkość naszego miasta. Częstochowa była wielka, gdy unieść mogła ciężar swej misji historycznej, gdy sprostała roli duchowej stolicy Polski. Częstochowa była wielka, gdy wyruszali z niej ochotnicy na odsiecz Lwowa w 1918 roku i Warszawy w 1920. Była wielka, gdy stanowiła punkt oparcia dla śląskich powstań. Była wielka w 1944 roku, gdy z otwartym sercem przyjmowała uchodźców po Powstaniu Warszawskim. Tu w naszym mieście w 1956 i 1966 roku, w czasie Wielkiej Nowenny, doszło do wydarzeń zmieniających bieg historii Polski. To przez swoją historyczną misję Częstochowa była bliska sercu wielkich Polaków: Kardynała Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego i Ojca Świętego Jana Pawła II. 
       Fałszywa byłaby historia najnowsza Polski, gdyby w niej zabrakło Częstochowy...Wielkość ujawniana w przeszłości rodzić powinna dumę z naszego miasta, wyznaczać winna poziom myślenia o dobru wspólnym.
       W parze z wielkością wędruje małość. Napędzana kompleksami, nosząca wizję nowoczesności wykluczającej tradycje, marząca by Częstochowa przestała być sobą, stając się epigonalnym odbiciem fantazyjnej idei „wielkiego miasta”. W czasach, gdy ksiądz Jerzy prowadził Pielgrzymkę Solidarności lokalni ideolodzy nowoczesności planowali pod Jasną Górą budowę Muzeum Ruchu Robotniczego, lansowali wizję rozwoju miejscowej szkoły wyższej jako ośrodka przeciwstawiającego się groźbie klerykalizmu. Milcząco akceptowali zbrodnie UB i SB, przechodzili do porządku dziennego na męczeńską śmiercią księdza, dla nich największym zagrożeniem była „klerykalizacja i ciemnogród”. Dla nich okupantem Polski nie byli żołnierze sowieccy, lecz ludzie w sutannach. 
       Tradycja nie wyklucza nowoczesności. Przykładem dla Polski może być Bawaria, gdzie ludzie pozdrawiający się serdecznym słowem „Gruss Gott” (Szczęść Boże), pracują przy najnowocześniejszych technologiach. Przeciwnym przykładem jest Hiszpania Zapatery, w której bankructwo ekonomiczne socjalistycznych nieudaczników przykrywane jest ateistyczną, antychrześcijańską propagandą. Po cóż zresztą szukać daleko; do jakiego poziomu nowoczesności doprowadziła nas modernistyczna laickość ekipy pana Jaruzelskiego....
       Jaką dziś wizję Częstochowy ma ekipa PO Chatysa - PiS Giżyńskiego, która zbiegiem okoliczności doszła do władzy ? Co stworzono nowego przez pół roku ? Czy potrafiono wskazać nowy kierunek rozwoju ?
       Czy stać tę ekipę na decyzje wyznaczające przyszłość ? Czy też tkwi w pułapce własnych kompleksów i w bojaźliwej niemożności...?
     A jakiej my, jako mieszkańcy chcemy Częstochowy...Tej wielkiej, dumnej z przeszłości i własnych osiągnięć...Czy tej skarlałej, zakompleksionej, porażonej własnym nieudacznictwem ?

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-05-29

BANKRUCTWO MAŁEGO DŻEKA


     W latach mojej młodości lekturą szkolną była książeczka Janusza Korczaka „Bankructwo małego Dżeka”. Przypomnienie tytułu budzi nader aktualne skojarzenia. Problemy bowiem, najczęściej rodzą się, gdy nieodpowiedni ludzie w nieodpowiednim czasie podejmują nieodpowiednie decyzje.
       Sprawowanie władzy wymaga przyjęcia na siebie odpowiedzialności. Można, przynajmniej przez pewien czas, jej unikać; można tłumaczyć się „błędami poprzedników”, „trudną sytuacją zewnętrzną”, „niecnymi knowaniami wrogiej opozycji”...Można nawet, wzorem przedszkolaków zamknąć oczy i udawać, że „mnie nie ma”. Problemy jednak przez to, same z siebie, nie znikają.
       Aktywność legislacyjna pani poseł Izabeli Leszczyny przyniosła budżetowi miasta straty równie poważne jak spowodowane powodzią. Oczywiście, przyjąć można, że na parlament i zjawiska naturalne wpływu nie mamy; nie możemy obronić się przed powodzią politycznej erupcji „przyjaciół ludu”. Ta „przyjaźń do ludu” objawia się dopieszczaniem egoistycznych dążeń wąskich grup zawodowych.
       Tego typu zewnętrzne katastrofy zderzyły się z brakiem decyzyjności obecnych władz miasta. W czasie, gdy koniecznym było bronienie budżetu przed skutkami finansowymi powodowanymi wprowadzeniem art 30b ustawy oświatowej, w praktyce „zawieszono” funkcjonowanie Wydziału Edukacji. Odwołano naczelnika wydziału, jego zastępcę, naczelnika Wydziału Sportu... i dopiero w połowie marca, po trzech miesiącach, powołano nowego. Nie był to, niestety, jedyny taki przypadek. Szczególnie wymowny, na tle powodzi, był los naczelnika Wydziału Ochrony Środowiska. To jemu Częstochowa zawdzięcza konsekwentną realizację w latach 2002-2009 odbudowy wałów przeciwpowodziowych, a przez to uratowanie dobytku wielu ludzi. W nagrodę utracił stanowisko....
       Dawno, przy tym, w naszym mieście nie było takiej sytuacji - przypominającej czasy PRL – gdy nie sposób zlokalizować, kto w rzeczywistości rządzi, podejmując decyzje finansowe, organizacyjne i personalne. Z ukazujących się enuncjacji wynika, że ta rzeczywista władza znajduje się w gestii pana Chatysa i pana Giżyńskiego. Układ lidera PO z posłem PiS przenosi się na zobowiązania, które wypełnia mianowany przez premiera Donalda Tuska komisarz. W tym układzie brak odważnego, który przyjąłby odpowiedzialność za efekt takich działań.
       Piszę to 27 maja, w 20 rocznicę odrodzenia polskiej samorządności. Dzień ten uznany został za święto wspólnot lokalnych.
Niestety, w Częstochowie, nie mamy powodu do świętowania. Sami zrezygnowaliśmy z prawa do samorządności....W nieodpowiednim czasie mamy nieodpowiednich ludzi podejmujących nieodpowiednie decyzję. Idziemy więc szlakiem małego Dżeka.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-05-09

ROK SUKCESÓW ? PRZYJACIÓŁ ??? CZĘSTOCHOWY


     Nazwa Obywatelskie Stowarzyszenie Przyjaciół Częstochowa ma swój urok przypominający PZPR. Jak wiedzą ludzie obdarzeni pamięcią: nie była to formacja ani polska, ani zjednoczona, ani robotnicza....Przypomnieć tu jednak muszę tych „przyjaciół obywateli” (albo „obywateli przyjaciół”), bo w maju mija rok od ich wyruszenia w długi marsz do sukcesu. 
       Ich aktywność zaczęła się od kłamstwa. Zaprotestowali przeciw zamknięciu całych Alei dla ruchu samochodowego, świadomi, że podjęte już były i przedstawione pod społeczną konsultacje decyzje dopuszczające ruch po naszej głównej ulicy. Zaczęli od kłamstwa, potem kłamali rano i wieczorem, w świątek i piątek, budząc się i zasypiając...Skala tych kłamstw powodowała, że nawet Goebbels mógł się ze wstydu czerwienić widząc prymitywizm w rozwinięciu swojej reguły: kłamstwo sto razy powtórzone staje się prawdą. 
       Można powiedzieć, że odnieśli sukces. Wygrali swoją bitwę. Ale, czy rzeczywiście...
       Czy wygrał pan Piotr Głowacki, zdolny krytyk i organizator, który stumaniony przez „przyjaciół obywateli” stał się krytykantem i dezorganizatorem...? Koledzy, z którymi zakładał stowarzyszenie „Zachęta” wyrzucili go z funkcji prezesa; stracił pracę, bo nikt z nim już nie mógł wytrzymać. Czy dziś go utrzymują „przyjaciele” ? Czy pomogli temu biednemu człowiekowi, który przez zaangażowanie w referendum stracił możliwość utrzymywania rodziny ? Czy wygrał na referendum pan Janusz Danek, obecnie bezskutecznie lobbujący za uruchomieniem kasyna...? Czy może po referendum „szarą eminencją” Urzędu stał się Leszek Kulawik ? Czy ten biznesmen z Zabrza realizuje swoje wielkie plany budowy Uniwersytetu Słowiańskiego ? Czy zwiększyły swoje obroty sklepy w kamienicach pana Kocygi i pana Popiołka ? Może w imię idei i solidarności z „przyjaciółmi” częstochowianie masowo, nie zwracając uwagi na połamany trotuar, docierają do ich lokali..
       W jakiej dziedzinie życia społecznego czy gospodarczego „obywatele, przyjaciele Częstochowy” pokazali swoją skuteczność ? Co im się w ciągu roku udało pozytywnego zrobić ?
       Dla rządzącego układu partii politycznych „obywatele” byli przysłowiowymi Murzynami – zrobili swoje, mogą odejść. Tekścik dziennikarki z „Gazety Wyborczej” dziś bardziej wpływa na decyzje kadrowe w Urzędzie Miasta, niż cała siła oświadczeń politycznych tych „przyjaciół swoich nieruchomości”.
Okłamali część mieszkańców, okłamali siebie...Co gorsze, sami wierzą w swoje kłamstwa, wyobrażając sobie, że jeszcze coś znaczą. W Urzędzie Miasta dyskurs z nimi prowadzi już tylko portier. Ich oświadczeniami interesuje się tylko bezdomny pies (pod warunkiem, że owinięta nimi jest kiełbasa)...Wydają więc rozkazy nieistniejącej armii, prowadzą jeszcze walkę z cieniami, majaki uznając za rzeczywistość. Coraz bardziej żałośni, choć nadal nie godni współczucia.
       Jeszcze się uważają za Obywatelskie Stowarzyszenie Przyjaciół Częstochowy. Ale wśród obywateli Częstochowy przyjaciół już nie mają.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-04-28

KOŁEK OSIKOWY


     Rada Miasta Częstochowy nie przyjęła uchwały udzielającej absolutorium Prezydentowi Miasta za wykonanie budżetu 2009 r. Prawidłowość wykonania potwierdziła opinia RIO, radni nie przedstawili żadnego uzasadnionego zarzutu wobec zbioru liczb przedstawionych w sprawozdaniu. Decyzja Rady była więc formą magicznego zaklęcia; skoro Prezydent Miasta został odwołany w drodze referendum, to należy mu jeszcze wbić w piersi kołek osikowy. W takich kategoriach należy dostrzegać postępowanie większości rady, w tym rządzącej koalicji PO-PiS, wspieranej przez SLD.
       Brak uchwały o udzieleniu absolutorium świadczy o pewnym tupecie i zarozumiałości rządzących. Jest to bowiem gest deklarujący, że tegoroczne wykonanie budżetu będzie lepsze. Śmiała deklaracja, oby przynajmniej częściowo miała pokrycie w faktach. 
       Rok 2009 był rokiem trudnym, rokiem największego po 2004 r spadku tempa wzrostu gospodarczego. Cały kraj odczuwał skutki światowego kryzysu finansowego. Widoczne to było w naszym budżecie w postaci 10% spadku wpływów z podatków PIT (ściąganego i naliczanego przez Urząd Skarbowy). Mimo tego dochody miasta zostały u nas wykonane w 100,5% (o 4,8 mln zł więcej niż planowane). Wydatki, dzięki ostrej dyscyplinie, utrzymaliśmy na poziomie mniejszym niż planowane – 97,8%. Ogółem dochody miasta wyniosły 755 mln zł, wydatki 810, 8 mln zł. Deficyt, zamiast planowego – 60,5 mln zł – udało się zmniejszyć do 38,5 mln zł. W efekcie wynik operacyjny budżetu (różnica między dochodami a wydatkami bieżącymi) przyniósł 55,4 mln zł (8%) nadwyżki. Oznacza to dotrzymanie bezpiecznego dla finansów wskaźnika: nadwyżka operacyjna w pełni pokrywa ciężar spłaty zadłużenia (36 mln zł). Poziom zadłużenie liczony wskaźnikiem do dochodów utrzymany został na tym samym poziomie co rok wcześniej – 43 % (dopuszczalny 60%), a ciężar spłaty – 6,6% (dopuszczalny ustawowy wskaźnik 15%). 
       Wydatki majątkowe zostały wykonane w wysokości 135 mln zł; mimo kryzysu udało się utrzymać wysoki wskaźnik inwestycji.
     Budżet uchwala Rada Miasta, wykonuje prezydent. Taki wynik w trudnym 2009 r mógłby być powodem wspólnej satysfakcji. Dyscypliny w gospodarowaniu środkami publicznymi nie zniszczyła nawet pół roku trwająca wojna – kampania referendalna. Można tu dodać więcej – wynik budżetu jest dowodem kłamstwa tej kampanii. Nie było żadnego uzasadnienia do wcześniejszego odwoływania prezydenta. Nowa władza ograniczyła się tylko do kontynuacji dotychczasowej polityki i obsadzenia różnych stołków swoimi partyjnymi koleżkami. 
       Uznanie przez Radę Miasta, że Częstochowa w 2009 r była zarządzana dobrze, niszczyłoby mit założycielski obecnej koalicji. Jak wówczas partie mogłyby tłumaczyć swoim wyborcom ten egzotyczny sojusz PO z PiS. Na górze owe partie dzieli dziś wszystko. Na dole łączą synekury w zarządach i radach nadzorczych spółek komunalnych. 
       Pozostaje jednak otwarte pytanie: co zrobią partie by wynik budżetu 2010 był lepszy... Jak rozwiążą problem braku zabezpieczonych środków na edukację ? Jak rozwiążą problem miejskiego szpitala, gdzie wkrótce wysokość zadłużenia przekroczy wysokość wpływów...? Czy uda się terminowo zrealizować zaplanowane i przygotowane wcześniej inwestycje ? 
       To jest już odpowiedzialność p.f. Prezydenta Miasta oraz wspierających go partii.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-04-25

PKS, CZYLI ODROBINA WYOBRAŹNI

       Bez wyobraźni nie ma rozwoju. Dotyczy to w takim samym stopniu każdego przedsiębiorstwa rynkowego, jak i sfery usług publicznych realizowanych przez samorząd. Dobry przedsiębiorca potrafi odgadnąć przyszłe potrzeby odbiorców, po to by nową usługą lub produktem je spełnić. Jeżeli innowacyjność jest cechą przedsiębiorcy, to innowacyjność bez wyobraźni jest tylko sztuką dla sztuki.
       Zatem wyobraźmy sobie...Wyobraźmy sobie, że chcąc lecieć samolotem z Pyrzowic do Londynu, w Częstochowie dokonujemy odprawy, przekazując swój bagaż obsłudze lotniskowej. Po odprawie wygodny bus dowozi nas wprost na płytę lotniska. Wyobraźmy też sobie, że w tym samym miejscu możemy skorzystać z pełnej informacji o wszelkich połączeniach komunikacją zbiorową (lotniczą, kolejową, autobusową) i kupić bilet uwzględniający różne formy połączeń. Co więcej, dzięki tej samej informacji możemy poznać ofertę usług w wybranej przez nas miejscowości i przy okazji zarezerwować tam nocleg.
       Wyobraźmy sobie, że obok istniejącego dworca PKP, w miejsce brzydkiego baraku dworca PKS, w miejscu przystanków autobusów, powstaje wspólny kompleks obsługujący podróżujących koleją, autobusami dalekobieżnymi, autobusami podmiejskimi, autobusami miejskimi, tramwajem, mikrobusami czy osobowymi taksówkami. Kompleks, w którym podróżny może przesiadać się w wygodnych warunkach, chroniony zadaszeniem przed deszczem czy śniegiem; prowadząc walizkę po gładkich korytarzach. W którym przez całą dobę otwarte będą poczekalnie i punkty usług dla podróżnych. I w którym każdy uczciwy człowiek będzie bezpieczny, bo obecność monitoringu wizyjnego i patrole służb porządkowych odstraszą nieuczciwych.
       Wyobraźmy sobie dodatkowo uzupełnienie sieci transportu miejskiego pasażerskiego i transportu podmiejskiego. Stworzenie wspólnego systemu obejmującego cały subregion częstochowski. Odpowiedni skoordynowany rozkład jazdy pozwoli dogodnie dojeżdżać młodzieży do szkół, a dorosłym do pracy. Wyznaczone linie komunikacji zbiorowej pozwolą korzystać z niej mieszkańcom każdej miejscowości subregionu. Honorowany przez różnych przewoźników wspólny bilet ułatwi wybór najdogodniejszej formy dojazdu.
       Wyobraźmy też sobie, że dzięki poprawie komfortu obsługi komunikacji zbiorowej część mieszkańców rezygnuje z dojeżdżania własnym samochodem. A więc zmniejszają się korki uliczne w godzinach szczytu, mniejsze stają się problemy ze znalezieniem miejsc na zaparkowanie samochodu....
       Czy to jest możliwe? Tak. I po to by móc to zrealizować samorząd Miasta Częstochowy nie powinien rezygnować z przejęcia, komunalizacji, częstochowskiego PKS-u. Przejmując PKS możemy stworzyć wspólny, subregionalny system transportu zbiorowego. Uzyskujemy możliwości budowy (z pozyskaniem środków unijnych), niezbędnego dla dobrej obsługi mieszkańców i przyjezdnych Centrum Przesiadkowego.
       Możemy pokazać, że stać nas na przełamanie stanu totalnej niemożności. Nie musi tak być, że PKP nie potrafi się dogadać z Przewozami Regionalnymi; że likwidowane są kasy biletowe na dworcach, a w ślad za tym dworce są zamykane...Nie musi miejskie MPK konkurować z PKS , czy blokować rozwój prywatnych form transportu... Możemy pokazać, że współdziałanie dobrze służy wszystkim.


Tadeusz Wrona

Częstochowa, 2010-04-13


W OBLICZU TRAGEDII


       Po raz drugi Katyń stał się symbolem narodowej tragedii. Zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wraz z małżonką. Zginęła Osoba, która z racji swojej konstytucyjnej funkcji uosabiała Godność i Honor Niepodległej Rzeczypospolitej. Wraz z Nim śmierć ponieśli przedstawiciele polskiej elity: ministrowie i szefowie najwyższych urzędów, posłowie i senatorowie, dowódcy naszych sił zbrojnych i kombatanci, duchowni... Śmierć spotkała także depozytariusza narodowej pamięci, ostatniego Prezydenta II RP na emigracji Ryszarda Kaczorowskiego. W nowożytnej historii, w okresie pokoju, ani Polska ani żaden z krajów europejskich nie przeżył nigdy podobnego nieszczęścia.
       Dla mnie to cios osobisty. Miałem szczęście poznać wielu z tych, którym katastrofa tak nagle i niespodziewanie przerwała życie. Z wieloma łączyły mnie długoletnie więzi koleżeńskie. Wciąż mam przed oczyma ich twarze.
       Prezydenta Lecha Kaczyńskiego poznałem przed dwudziestoma laty. Był wielkim patriotą, człowiekiem Solidarności, który włożył wieki wkład w odzyskanie Wolności. Był prawym, dobrym Człowiekiem, bardzo ciepłym w bezpośrednich kontaktach. Gościł u nas, w Częstochowie, jako Prezydent Warszawy dziękując za pomoc udzieloną mieszkańcom stolicy przez nasze miasto po Powstaniu Warszawskim. Przybył także na uroczystości w 100 rocznicę Wystawy Przemysłu i Rolnictwa. W chwili dla mnie trudnej, po referendum, podał mi rękę. Z życzliwością przyjął mnie do grona najbliższych współpracowników jako swojego doradcę. Trudno, bardzo trudno, uświadomić sobie, że odszedł od nas na zawsze, że nie spotkam już Jego wspaniałej Małżonki. Śmierć zabrała także Jego współpracowników, ministrów: Władysława Stasiaka, Aleksandra Szczygło, Pawła Wypycha, Mariusza Handzlika i innych pracowników Kancelarii – moich wspaniałych kolegów i koleżanki.
        Z bólem czytałem kolejne nazwiska z tragicznej listy lotu prezydenckiego samolotu. Grażyna Gęsicka, z którą nie raz współpracowałem w sprawach samorządowych. Maciej Płażyński, który kilkakrotnie na moją prośbę odwiedzał Częstochowę. Koleżanki i koledzy z Sejmu. Andrzej Przewoźnik i Janusz Kurtyka, którzy nas wspomagali w delikatnych i trudnych sprawach dotyczących pamięci narodowej. Prezes NBP Sławomir Skrzypek, który przed kilkoma miesiącami promował w naszym Ratuszu monetę z symbolem Częstochowy. 
       Katastrofa zabrała nam ludzi sercem związanych z naszym miastem. Prezydent Ryszard Kaczorowski był naszym Honorowym Obywatelem, wielkim Człowiekiem, wzorem dla młodego pokolenia, który mimo cierpień zesłania oraz wygnania na emigrację dochował wierności harcerskiej przysiędze. Pięć lat temu żegnaliśmy naszego pierwszego Honorowego Obywatela – Ojca Świętego. Dziś znicz pamięci zapalimy drugiemu....
       Nie zapomnimy także Janusza Kochanowskiego. To on na światowym Kongresie Częstochowian powiedział: „nie pytaj, co Częstochowa zrobiła dla Ciebie, spytaj, co Ty możesz zrobić dla swojego miasta”. Był naszym ambasadorem i rzecznikiem spraw częstochowskich.
       Wspomnieć tu też wypada kolejnego częstochowianina – Przemysława Gosiewskiego, który z dumą podkreślał, że urodził się w szpitalu na ulicy św. Barbary.
       Widzę jeszcze ich twarze, przypominają mi się fragmenty rozmów, migawki z chwil spotkań... Katastrofa zabrała kwiat naszej elity narodowej. Choć czasem dzieliły ich poglądy, służyli wiernie Polsce. Nie możemy o Nich nigdy zapomnieć. 
Po raz drugi słowo Katyń stało się symbolem tragedii. Bądźmy wobec niej solidarni w bólu.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-03-28

ZGODNA OCENA

     Z przyjemnością mogę zakomunikować: w pełni zgadzam się z tezami wygłoszonymi przez poseł PO Ziemi Częstochowskiej Haliną Rozpondek podczas spotkania organizowanego przez Fundację Wspomagania Wsi w 20 rocznicę samorządności. Z jeszcze większą radością odbieram, że wygłoszone tezy, moja była koleżanka z częstochowskiego samorządu, przedstawiała jako reprezentantka i wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej.
       Przedstawię w skrócie słowa pani poseł. Uznała ona, że negatywnym zjawiskiem jest upartyjnienie samorządów; prowadzi to do spadku społecznej aktywności w miastach. Zwróciła uwagę na niesprawiedliwość w obciążaniu samorządów obowiązkiem płacenia VAT od inwestycji służących celom publicznym. Za błąd uznała także likwidację powiatowych i gminnych funduszy ochrony środowiska, w sposób uniemożliwiający udzielanie dotacji mieszkańcom gminy na inwestycje proekologiczne.
       Likwidacja funduszy była efektem przyjęcia przez rządzącą większość sejmową ustawy proponowanej przez rząd. Zmiany wprowadzono w błyskawicznym tempie, w ramach tzw. konsolidacji finansów publicznych.      Powiatowe i gminne fundusze ochrony środowiska były poprzednio wydzielonymi środkami miasta. Nie miały odrębnej osobowości prawnej, pełną kontrolę nad ich dysponowaniem sprawowała rada gminy lub powiatu. Gdy byłem Prezydentem Miasta wykorzystałem możliwości funduszy uruchamiając program przeciwdziałania niskiej emisji. Udzielaliśmy dotacji mieszkańcom na wymianę starych kotłowni lub palenisk na nowe niskoemisyjne. Z dotacji tych korzystało ponad 100 mieszkańców rocznie.      Dzięki temu zmniejszała się wielkość zanieczyszczeń w częstochowskim powietrzu. Zainteresowanie tą formą pomocy rosło. Niestety zmiana ustawy spowodowała, że ta forma pomocy jest obecnie niemożliwa. Sejm zakazał działań na rzecz zdrowszego środowiska.      Z tego samego powodu nie można także kontynuować podobnego programu zachęcającego do oczyszczania środowiska z azbestu; też zaczynał cieszyć się u nas coraz większym zainteresowaniem. W gminach wiejskich nie wolno dotować budowy ekologicznych przydomowych oczyszczalni. Nie da się też za pomocą środków z funduszy promować instalacji solarnych czy innych form wykorzystania w prywatnych domach energii odnawialnej.
       Druga sprawa, dotycząca obowiązku płacenia VAT-u, jest przez samorządy podnoszona od 2004 r. W Związku Miast Polskich, dobijaliśmy się z tym do kolejnych rządów : od Marka Belki po dzisiejszy Donalda Tuska...
       Najłatwiej rzecz wytłumaczyć prostym przykładem. W znanym programie budowy boisk „Orlik” pomoc z budżetu państwa wynosi 330 tys zł. Ponieważ średni koszt budowy wynosi 1,8 mln zł, a koszt ten jest obciążony podatkiem VAT; średnio budując „Orlika” samorząd musi odprowadzić do budżetu państwa ok 450 tys zł. „Na czysto” więc budżet państwa zyskuje ponad 100 tys zł od boiska, a jeszcze cieszy się sławą sponsora ratującego gminny sport. Rzeczywiście, jest to sukces....
       Tematu upartyjnienia nie trzeba rozwijać. Koń jest bowiem taki, jakim go każdy widzi. Wspomnę tu jedynie o pewnej nierówności podmiotów. Partia PO otrzymuje od podatników 40 mln zł rocznie na swoje funkcjonowanie. Z tych środków finansowana jest partyjna kampania do samorządów terytorialnych. Jak zatem można mówić o równości wymaganej demokratycznymi standardami, gdy jeden kandydat na radnego wspomagany jest środkami z budżetu państwa, drugi organizuje kampanie na koszt swój i swoich znajomych. To tak jakby rozgrywać mecz między kadrą narodową (korzystającą z pełnego wsparcia państwa) a amatorami.
       Na szczęście same pieniądze nie decydują o wyborze. Ludzie potrafią odróżnić, kto jest rzeczywistym społecznikiem kompetentnym w sprawach samorządu, a kto tylko lojalnym, biernym ale wiernym, żołnierzem partyjnym.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-03-19

CZAS SIĘ OBUDZIĆ!


     Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zleci na nowo opracowanie projektu autostrady A-1 na odcinku Stryków – Pyrzowice. Jest to istotna informacja dla Częstochowy. Nawet jeśli GDDKiA w ciągu trzech miesięcy wybierze wykonawcę zadania na zasadzie „projektuj i buduj”, nie jest możliwe zakończenie tej inwestycji przed 2012 rokiem. Jednocześnie jednak to opóźnienie może być szansą dla Częstochowy.
     Szansa ta została wyraźnie wyartykułowana w stanowisku Klubu Wójtów, Burmistrzów, Prezydentów i Starostów Ziemi Częstochowskiej oraz w uchwale Zarządu Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. Nowy projekt powinien przewidywać budowę trzeciego pasa ruchu na autostradowej obwodnicy naszego miasta. Jest to bezwzględnie konieczne. Autostrady kształtować będą warunki ruchu komunikacyjnego w perspektywie kilkudziesięciu lat. W tej perspektywie uwzględniać należy spodziewane natężenie ruchu i zachowania kierowców pojazdów. Przypomnijmy tu, że DK-1 przewidywana była jako droga tranzytowa. Dziś oprócz tranzytu musi spełnić także funkcję podstawowej miejskiej arterii komunikacyjnej. Podobnie postrzegać należy obwodnicę. Jeśli będzie ona dwupasmowym odcinkiem płatnym – skutkiem będzie zwiększenie obciążenia ruchem arterii przebiegających przez środek Częstochowy. Brak odpłatności powodować z kolei będzie przyhamowanie ruchu tranzytowego przez ruch lokalny. Jedynym dobrym rozwiązaniem jest trzeci pas, przeznaczony głównie do obsługi ruchu lokalnego. Jeżeli zlekceważymy to na etapie projektowania, przyszły koszt budowy trzeciego pasa będzie nieporównywalnie wyższy. 
     Sprawa ta została wyraźnie podkreślona we wspomnianych stanowiskach. Wtedy (początek lutego b.r,) GDDKiA przewidywała jedynie retusz istniejącego projektu i szybką jego realizację. Dziś sytuacja się zmieniła. Zdecydowano o przygotowaniu całości projektu od nowa. Zwiększa to szanse przeforsowania rozwiązań korzystnych dla naszego miasta i subregionu. 
     Trzeba się jednak obudzić! Nie wiem, czy stanowiska samorządowców zostały przekazane do Ministerstwa Infrastruktury. Nie wiem, czy w tej sprawie p.f. Prezydent Miasta zabiegał o bezpośrednią rozmowę z ministrem. Nie wiem, czy interwencje podjęli parlamentarzyści, zwłaszcza ci z partii rządzącej. Jako mieszkaniec Częstochowy mam prawo do informacji w tej sprawie, oczekuję także skutecznego działania. 
     Trzeba się obudzić i zawalczyć! Trzeba tworzyć lobby częstochowskie naciskające w tej sprawie na rząd. Trzeba wszędzie szukać dla tej sprawy poparcia, w korporacjach samorządowych, w sejmiku wojewódzkim, u Marszałka i u Wojewody, w administracji rządowej i w Kancelarii Prezydenta RP, w środowiskach przedsiębiorców i u związkowców. Przespanie tej sprawy jest zbyt kosztowne dla Częstochowy.
 
     Apelując o aktywność w sprawach dla nas wspólnych, muszę jednak z obawą wspomnieć o innej aktywności obecnej władzy miasta. Do Rady Nadzorczej spółki komunalnej MPK desygnowano pewnego człowieka, który następnie został przewodniczącym tej Rady. 
     Otóż, kilka miesięcy temu ten człowiek publicznie zarzucił doprowadzenie w innej spółce komunalnej do afery kosztującej miasto setki milionów złotych. Sprawa ta była szeroko nagłaśniana przed referendum, stanowiła przedmiot analizy Komisji Rewizyjnej Rady Miasta. Ostatecznie radni nie potwierdzili zarzutów; afery nie było, pozostało bezpodstawne oszczerstwo. 
     Do Rady Nadzorczej organ założycielski, w tym wypadku p.f. Prezydent Miasta, kieruje z zasady osoby do których ma pełne zaufanie i przekonanie, że działać będą na korzyść miasta. Są więc dwie możliwości. Być może p.f. Prezydent uważa tego człowieka za osobę godną zaufania, a w takim wypadku także za wiarygodny uznaje jego donos przedreferendalny. W takim wypadku działaniem na szkodę miasta jest brak reakcji na ów donos. Druga możliwość – p.f. Prezydent Miasta nie przyjmuje jako wiarygodnych donosów tego człowieka, podziela w tej sprawie pogląd wyrażony przez Komisję Rewizyjną Rady Miasta i inne gremia kontrolne. W takim wypadku działaniem na szkodę miasta jest desygnowanie kogoś takiego do Rady Nadzorczej. Trzeciego wyjścia, niestety, nie ma.
     Odpowiedzialność za miasto wymaga w takich sprawach jednoznacznych decyzji.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-03-07

LIKWIDACJA NA 100-lecie?


     W związku z obchodami 100–lecia kolei herbsko-kieleckiej, być może, garstka miłośników uruchomi świąteczny przejazd parowozem. Równocześnie Ministerstwo Infrastruktury, tłumacząc się brakiem środków, zawiesi transport pasażerski i towarowy na tej linii. Obchody jubileuszowe w 2011 r. przebiegać mogą pod znakiem agonii zasłużonej drogi żelaznej.
       Symptomy tego widać – PKP od 1 marca ograniczyło połączenia pasażerskie. Stan techniczny kolei pozwala tu na jazdę pociągów z prędkością maksymalna do 50 km/h, a na niektórych odcinkach do 35 km/h. Przy zniszczonych torach straszą bliskie już ruiny, zabytkowe dworce w Turowie, Juliance, Koniecpolu.
       O uratowanie kolei kieleckiej dopominaliśmy się, jako miasto Częstochowa, od 2003 r. Wskazywaliśmy znaczenie tej linii dla tranzytu międzynarodowego, jako elementu tworzącego Szlak Staropolski. Chcąc bowiem udrożnić tranzyt między zachodnią Europą o wschodnią, niezbędne jest stworzenie dodatkowych korytarzy transportowych, między pasmami wyznaczanymi autostradami: Berlin – Poznań – Warszawa – Brześć, Drezno – Wrocław – Katowice – Kraków – Lwów. Modernizacja linii kolejowych: Wrocław – Opole – Częstochowa – Kielce – Radom – Lublin – granica ukraińska; jest dla Polski niezbędna. Bez niej, przy zwiększonym tranzycie dojdzie do zakorkowania linii w Warszawie lub na odcinku Gliwice-Kraków. Modernizacja ta jest dodatkowo pilną sprawą, ze względu na mistrzostwa Euro 2012. Nie powstanie do tego czasu nowa linia dużej prędkości Wrocław – Warszawa. Najlepszym wówczas połączeniem stolicy Dolnego Śląska ze stolicą Polski będzie wykorzystanie linii przez Opole – Częstochowę i dalej magistralą Koniecpol – Warszawa. Dlatego jako pilne i ważne wskazywaliśmy konieczność modernizacji, tak by przynajmniej jeden tor Opole – Częstochowa – Koniecpol miał parametry dopuszczające prędkość do 120 km/h. O to także w 2006 r interpelowali posłowie PO; a w 2008 walczyła poseł PiS Jadwiga Wiśniewska. Niestety, do dzisiaj brak decyzji. Dla rządu ważniejsze są inne sprawy niż ta kolej...
       Gdyby przy tym nasze koleje miały jednego, dobrego zarządcę. Niestety. Z Kielc do Włoszczowej można już wygodnie dojechać nowoczesnym tramwajem szynowym. Z Częstochowy do Koniecpola – mniej nowoczesnym „żółtym” składem. Z Koniecpola do Włoszczowej – furmanką - bo ten odcinek nie leży w kręgu zainteresowania Urzędów Marszałkowskich. Przekazanie samorządom gminnym dworców kolejowych pozwoliłoby zabezpieczyć i odpowiednio wykorzystać piękne niegdyś obiekty: Częstochowa – Stradom, Turów, Julianka, Koniecpol. Dziś rozpacz ogarnia na widok stanu wzniesionego przez hr. Raczyńskiego dworca noszącego kiedyś nazwę Potok Złoty (dziś Julianka). 
       Nie jest to jednak tylko kwestia sentymentu historycznego powodowanego zbliżającą się rocznicą. Brak dobrej komunikacji jest podstawową przyczyną problemów obszaru nazywanego ścianą wschodnią subregionu: gmin Koniecpol, Przyrów, Dąbrowa Zielona, Lelów. Mamy tu najwyższe w województwie śląskim wskaźniki bezrobocia, mamy wysokie ujemne wskaźniki demograficzne (przyrost naturalny i migracje), mamy niskie wskaźniki ilości podmiotów gospodarczych. Powiat częstochowski wyraźnie się dzieli; jego „lepsza” część korzysta z renty dobrego sąsiedztwa z Częstochową; „gorsza” traci nadzieję na rozwój. 
       Rozwój zależny jest od poziomu kapitału ludzkiego. Jakie szanse na dobre wykształcenia ma dziecko urodzone w Żelisławicach lub Zalasicach ? Zmiany rozkładu jazdy pociągów wydłużają mu drogę do szkoły; zmiany rozkłady jazdy odcinają młodych ludzi od oferty kulturalnej Częstochowy; uniemożliwiają korzystanie z naszego zaplecza edukacyjnego....A jak wygląda dostępność do usług zdrowotnych dla mieszkańców „ściany wschodniej”...Starsi, schorowani ludzie muszą wstać nad ranem, by zdążyć dojechać na wizytę u lekarza specjalisty.
     Drobna z punktu widzenia centrum rzecz; likwidacja połączeń transportu publicznego na jakiejś odległej, prowincjonalnej linii; dla nas staje się społecznym dramatem. 
      W 100 - lecie budowy kolei kieleckiej widok ruin w Juliance będzie symbolem klęski polskiej polityki spójności.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-02-27

SZNAPS - IDEE

     Przyjęło się już, kursujące po stolicy, żartobliwe określenie pomysłów emitowanych w mediach przez polityków jednej z partii jako sznaps-idee. Polityk puszcza w obieg pomysł i obserwuje słupki sondaży opinii publicznej. Jak wskaźniki nie idą w górę – pomysł zanika w głębinach niepamięci. Skala tych sznaps-idei (pomysłów rodzących się między lampkami wina) była przeróżna: od wprowadzenia w 2012 r euro w miejsce złotówki, po zmianę ustroju konstytucyjnego kraju. 
      Ostatnim takim pomysłem jest zgłoszona przez polityka PO chęć obniżenia do 16 lat wieku uprawniającego do wybierania władz samorządu terytorialnego. Przyznanie młodym ludziom czynnych praw wyborczych dotyczyć ma samorządu, bo politycy parlamentarni nie chcą testować nowych rozwiązań na własnej skórze. Pomysł sam w sobie absurdalny. Prawo uznaje osobę, która nie ukończyła 18 lat, za niedojrzałą do podejmowania decyzji w swoich prywatnych sprawach (nie może taka osoba zawierać cywilnoprawnych umów ani dysponować posiadanym majątkiem). A tu się okazuje, w oczach Platformy, że osoby niezdolne do decydowania o sobie, będą mogły decydować o sprawach całej wspólnoty lokalnej. Przykładem pewnie są Chiny, gdzie w okresie rewolucji kulturalnej pozwolono nastolatkom osądzać profesorów uniwersytetów.
      Nowa sznaps-idea jest potwierdzeniem swoistego postrzegania przez partie samorządności terytorialnej. Samorządność tak, ale pod naszym kierownictwem, realizująca nasze pomysły – tak brzmi doktryna partii nazywającej siebie obywatelską.
    Istotą samorządności jest autonomia w realizowaniu zadań własnych; samorządy wykonują je w sposób przez swoją wspólnotę określony i na własną odpowiedzialność. Wspólnota trafniej niż centrum określa priorytety swoich potrzeb, potrafili kumulować wysiłek społeczny tam gdzie jest on niezbędny. Samorządność zdała egzamin, suma inwestycji gminnych spowodowała cywilizacyjny przełom w rozwoju kraju. 
     Obecny rząd w niewielkim stopniu wzmocnił samorządność. Nadal brak jest istotnych ustaw – o planowaniu przestrzennym, o gospodarce odpadami, o polityce miejskiej i rewitalizacji miast. Wciąż niedofinansowana jest oświata, ciężar utrzymania zadania, za które powinien odpowiadać rząd, spoczywa na samorządach. Nadal samorządy nie mają możliwości rzeczywistego wpływu na sprawy związane bezpieczeństwem mieszkańców czy ochroną ich zdrowia. 
      Zaniechania i zaniedbania pokrywane są promocyjnymi balonikami. Takimi był np. program budowy boisk „Orliki”. Zgódźmy się z tym, że boiska są potrzebne; dlatego też budowaliśmy je w Częstochowie. Ale czy każda gmina w Polsce potrzebuje takiego samego boiska; wg projektu narzuconego przez centrum ? Może, tak jak Lelów, niezbędniejsza jest tam budowa sal gimnastycznych przy szkołach...Może istotniejszym w danej gminie jest budowa skate-parku, ścianki wspinaczkowej, toru saneczkowego...Nic z tych rzeczy: wszędzie muszą powstawać jednakowe boiska.
      Teraz ma być wdrażany podobny pomysł budowy świetlic wiejskich. Świetlice do tej pory powstawały, tam gdzie była taka wola mieszkańców i według określonych przez mieszkańców potrzeb. Dobrym przykładem tego jest podczęstochowski Olsztyn, gdzie z inicjatywy obywatelskiej (a nie Platformy Obywatelskiej) powstały świetlice w Zrębicach, Turowie, Kusiętach, Przymiłowicach...Koniec z taką dowolnością. Teraz każda świetlica w każdej gminie ma powstawać według kształtu narzuconego przez rząd. Rząd lepiej wie ile pomieszczeń jest potrzebnych w takiej zrębickiej świetlicy...
      Po co Polsce samorządność, skoro ma światłe, pełne dobrych pomysłów centrum. Może więc rozwińmy nową partyjną sznaps-ideę: przyznajmy prawa wyborcze do samorządu jedynie młodzieży od 16-18 lat. Zadaniem takich samorządów będzie oklaskiwanie inicjatyw centrum, młodzież w klaskaniu może się dobrze sprawdzić. Wspólnoty lokalne staną się ozdobnikiem, paprotką na stole prezydialnym. I w ten prosty sposób cofniemy się o 20 lat, pokonując drogę „ucieczki od wolności”. 

Tadeusz Wrona



Częstochowa, 2010-02-16

PRZERZUCANIE KOSZTÓW NA SAMORZĄDY

   W grudniowym wydaniu "Finansów Komunalnych" ukazał się istotny dla samorządowców tekst prof. Antoniego Jeżowskiego o wprowadzonych zmianach do Karty Nauczyciela. Problem poruszony przez Jeżowskiego, dodajmy, był przedmiotem stanowiska Zarządu Związku Miast Polskich, przyjętego wg naszego projektu na posiedzeniu październikowym odbywającym się w Częstochowie. Sprawa dotyczy – najkrócej ujmując – konieczności naliczania i wypłacania przez samorządy specjalnych dodatków wyrównawczych dla nauczycieli, którzy nie osiągnęli średnich zarobków. 
    Jeżowski zwrócił w swoim tekście uwagę na szybkość wprowadzanych zmian w Karcie Nauczyciela. 30.10.2008 r. rząd przekazał projekt do Sejmu, do 18 listopada odbyło się pierwsze czytanie, analiza projektu przez podkomisję oraz przyjęcie uzgodnionej wersji przez dwie połączone komisje sejmowe: edukacji i samorządu terytorialnego. 19. 11. odbyło się drugie czytanie, a 21.11. Sejm podczas trzeciego czytania zaakceptował ustawę. W podobnie błyskawicznym tempie potoczyła się praca nad ustawą w Senacie. Zatem w ciągu trzech tygodni został „załatwiony” proces legislacyjny. Imponujące na tle doświadczeń z innymi ustawami. Ta szybkość, niestety, skutkowała jakością. Jeżowski przypomina w swoim artykule, że aż do września 2009 r. Ministerstwo Edukacji nie było w stanie przygotować wykładni, jak wprowadzać uchwalone przez Sejm przepisy. 

Zacytujmy tu wnioski przedstawione przez Jeżowskiego:
„Omawiane tu, a przyjęte w ustawie rozwiązanie (...) było i jest rozwiązaniem z gruntu niedobrym. Jeśli wymuszone zostało przez działaczy związkowych oświaty - to tym gorzej. Otóż, w moim przekonaniu, będzie rodzić w środowisku nauczycieli postawy, że nie warto się napracować, ponieważ i tak średnią muszą wypłacić. Przykre to, że dzieje się tak akurat w tej profesji. Z kolei jednostki samorządu terytorialnego już po pierwszym roku funkcjonowania ustawy dojdą do wniosku, że najprostszym sposobem uniknięcia dodatkowych wydatków pod koniec roku jest zwiększanie w ciągu roku godzin ponadwymiarowych swoim nauczycielom tak, by ich średnie zarobki mieściły się co najmniej w średniej krajowej. A to oznacza zmniejszanie dostępnych etatów w oświacie kosztem godzin ponadwymiarowych. Nie jestem przekonany, czy kurczenie się rynku pracy jest celem numer jeden korporacji zawodowych... Z kolei realne zwiększanie przeciętnego tygodniowego wymiaru czasu pracy nauczycieli przeczy bronionej idei osiemnastogodzinnego tygodnia pracy. Takie "sztuczne", wymuszane prawem, "podciąganie" wynagrodzeń części nauczycieli spowoduje, że łączna zrealizowana średnia wynagrodzeń tej grupy zawodowej w Polsce będzie wyższa od założeń przyjętych w ustawie budżetowej, a stanie się to kosztem budżetów samorządów terytorialnych. Specyficzny to sposób dzielenia kosztownych kompetencji, dodatkowo obwarowanych sankcją kontroli sprawowanej przez organ nadzoru finansowego.”

Dodajmy do tego – ta zmiana ustawy będzie kosztowała budżet miasta Częstochowy ok. 13 mln zł !!!


W sytuacji trudnego budżetu taki „haracz” oznacza ograniczenie nakładów na utrzymanie dróg, na remonty szkół, na inne ważne zadania własne samorządu. Jeżeli więc, słusznie, piętnujemy lobby przedsiębiorców z branży hazardowej; to zastanówmy się, czy i w tym przypadku nie mamy do czynienia z lobby, w imię egoistycznych interesów wąskiej grupy powodującym poważne straty wspólnot lokalnych.

Jako Częstochowianie możemy u źródła szukać wyjaśnienia w tej sprawie. Posłem – sprawozdawcą tej – omówionej przez prof. Antoniego Jeżowskiego ustawy była pani Izabela Leszczyna, posłanka PO z Ziemi Częstochowskiej.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-02-06

Nadal dla samorządu

     Pracę dla samorządu terytorialnego rozpocząłem przed dwudziestu laty, w Częstochowskim Komitecie Obywatelskim, gdy dopiero tworzył się kształt ustroju państwa zdecentralizowanego. Zainteresowani mogą zajrzeć do mojego biogramu; jest w nim praca dla samorządu przez ponad 12 lat jako prezydenta miasta, przez dziesięć jako radnego, przez 4 lata jako posła – wiceprzewodniczącego Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, a dodatkowo praca w zarządzie Związku Miast Polskich, w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, w Komitecie Regionów przy Parlamencie Europejskim i w Kongresie Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Przypominam o tym nie z próżności. Dwadzieścia lat pracy uposaża człowieka w cenne doświadczenie; czasem – choć to przykre – doceniane bardziej na zewnątrz niż we własnym mieście. 
      Pracowałem dla samorządu i nadal będę pracował dla dobra rozwoju wspólnot lokalnych i regionalnych. Pełnić będę służbę dla Prezydenta Rzeczpospolitej; a czym jest ten Urząd określa wyraźnie Konstytucja RP. Prezydent Lech Kaczyński pokazał wielokrotnie, że sprawy dobra państwa przedkłada wyżej niż dobro nawet bliskiej Mu partii politycznej. Świadectwem tego jest dobór osób, z których rad korzysta. Jest tu m.in. prof. Michał Kleiber były minister rządu M. Belki, Danuta Wawrzynkiewicz, Ryszard Bugaj, prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Tych osobistości, a także szereg innych współpracowników Prezydenta, nie łączą poglądy polityczne, lecz przekonanie o pracy dla dobra Państwa Polskiego. Może to pojęcie nie jest już przez niektórych zrozumiałe, ale nie wypada z poziomu swej małości oceniać wszystkich.
     Prezydent Rzeczpospolitej, zgodnie ze swoimi konstytucyjnymi kompetencjami, może współtworzyć warunki rozwoju samorządności. Posiada narzędzia – inicjatywa ustawodawcza , prawo weta - pozwalające wpływać na kształt obowiązującego prawa. Dysponuje także możliwościami obrony samorządów przed naruszeniem ich praw . Istotne znaczenie ma także symboliczne wsparcie małych Ojczyzn; pamiętamy jak cenny dla tożsamości naszej wspólnoty był osobisty udział Głowy Państwa w naszych uroczystościach rocznicy Wystawy 1909 r. ,czy przedstawiciela Pana Prezydenta w odsłonięciu pomnika pamięci częstochowskich Żydów. 
     Pracując w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu miałem doświadczenie kontaktu z różnymi rządami. Nie chcę wartościować, lecz pamiętam gorycz bezsiły, gdy nie mogliśmy – jako samorządowcy – przebić się ze swoimi racjami. Skutki tego odczuwamy wszyscy; to np. zaniedbania drogowe spowodowane odcięciem miast na prawach powiatu od funduszu drogowego; to „dzikie wysypiska” efekt zaniechań ustawy o odpadach; to wielomilionowe „dziury” w gminnych budżetach stworzone niewłaściwie naliczaną subwencją oświatową....Prezydent RP, który był przecież Prezydentem Warszawy, doskonale zna problemy samorządów. Pamiętajmy też, że 2010r. jest rokiem 20 lecia odrodzenia samorządności w Polsce. Jako rzecznik samorządów jestem przekonany, że to co dobre dla samorządności, jest także dobre dla Częstochowy. 

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-01-30

Częstochowa – wieś spokojna

     Spotkanie, 26 stycznia, Klubu Wójtów, Burmistrzów, Prezydentów i Starostów Regionu Częstochowskiego, było pokazem nowej doktryny obowiązującej w Częstochowie. Doktryna ta wyraża się w okazaniu braku zainteresowania władz naszego miasta sprawami przekraczającymi zakres zadań własnych miasta. Częstochowa tym samym rezygnuje z obowiązków pełnienia roli regionalnego lidera. P.f. prezydent Piotr Kurpios nie widział powodu, by zabierać głos podczas spotkania; tym bardziej nie miał ambicji by klubowi przewodzić. W tej sytuacji nowym przewodniczącym został więc wójt Rędzin Waldemar Chmielarz, dobry samorządowiec i mądry człowiek. 
     Rzeczywistość styczniowa narzuca konieczność natychmiastowych i pilnych interwencji dla dobra mieszkańców subregionu. Zimowa aura okazała się katastrofą, ponad 100 tys mieszkańców subregionów było przez kilka dni pozbawionych dostaw energii elektrycznej. Nie jest to tylko skutek niespodziewanych zjawisk klimatycznych; to także wynik zaniechań państwa. Niezbędny jest nasz wspólny wysiłek; jeżeli nie uda się zapewnić dla subregionu środków na przebudowę infrastruktury tak by zyskać gwarancje bezpieczeństwa energetycznego, utracimy możliwości rozwoju.
     Istotnym i niepokojącym sygnałem jest także kwestia budowy autostrady A-1. W wymaganym terminie – do 22 stycznia 2010 r – spółka Autostrada Południe SA nie wypełniła zobowiązań, tym samym utraciła koncesję na budowę. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zadeklarowała budowę A-1 na odcinku Stryków-Pyrzowice ze środków budżetowych. Sprawa budowy A-1 – kluczowy temat dla naszego subregionu – była przedmiotem kilku spotkań Klubu Wójtów. Na ostatnim z nich, kilka miesięcy temu, gościliśmy przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury, GDDKiA i Autostrady Południe SA. Budowa autostrady ma już swoją historię. Siedem lat temu optymistycznie przewidywano,że rok 2010 będzie rokiem zakończenia całości, a więc połączenia portów w Gdańsku z autostradami czeskimi. Dwa lata temu, przedstawiony przez rząd Tuska, harmonogram budowy autostrad, wskazywał termin – 2012 r, przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej. W 2007 r przyjęto koncepcję budowy A-1 na odcinku Stryków – Sośnica ( koło Gliwic) metodą ppp, udzielając wybranej firmie koncesję na budowę i eksploatacje. Wstępny koszt budowy oszacowano na 3,5 mln – 4,5 mln euro za kilometr. Polska, dodajmy tu, jest krajem równinnym; wspomniany koszt odpowiadał budowie autostrad w trudniejszych geograficznych warunkach Hiszpanii, Słowacji, Czech. Na początku 2008 r koncepcję zmieniono. Ze względu na trudne warunki terenowe ( gęsto zabudowany obszar i szkody górnicze) państwo zdecydowało się bezpośrednio budować odcinek Sośnica – Pyrzowice. Metodą koncesyjną powstać miał odcinek Stryków – Pyrzowice, wraz z obwodnicą Częstochowy.
     Informacja o podpisaniu koncesji z firmą Autostrada Południe SA, wywołała nasz niepokój. Szereg spraw było dziwnych a wyjaśnienia ministerstwa, delikatnie mówiąc, niejasne. Umowa koncesyjna zakładała blisko dwa razy wyższy koszt niż planowany. W 2007 koszt oszacowano na 630 mln – 810 mln euro ( maksimum 3,7 mld zł). W 2009 r koszt przyjęty w umowie – 7-7,5 mld zł. I to – zauważmy – po przejęciu przez państwa budowy najtrudniejszego odcinka pod Gliwicami. Umowa przyjęła korzystny dla inwestora harmonogram. Do 2012 r miał powstać tylko odcinek Stryków – Rząsawy, odroczenie realizacji reszty – Rząsawa – obwodnica Częstochowy – Pyrzowice tłumaczono występującymi tam „szkodami górniczymi”. Tłumaczenie było wykrętne; górnictwo od kilkudziesięciu lat nie istnieje w naszym regionie, na trasie A-1 można znaleźć najwyżej ze dwie małe hałdy. Ferrovial ( hiszpański udziałowiec Autostrady Południe) taniej budował drogi przez skaliste Pireneje; niezrozumiałe dlaczego obawiał się hałd. 
     Zwykle jest tak, że jak nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze. Przebudowa dotychczasowej DK-1 na A-1, jest nie tylko tańsza i mniej skomplikowane technicznie. Brak dróg równoległych gwarantuje koncesjonariuszowi wpływy. Zwykle się tego nie ujawnia, ale być może w ramach takich negocjacji GDDKiA deklaruje zaniechanie modernizacji równoległych dróg w odległości do 70 km od autostrady. Co to w praktyce oznacza – brak remontu dawnej „drogi warszawskiej” przebiegającej przez Rędziny, Kłomnice do Radomska; a przy tym odcięcie od dogodnego wjazdu na dawną DK-1 mieszkańcom czterech naszych gmin. Dojeżdżający do pracy w Częstochowie mieszkaniec Kruszyny czy Kłomnic zmuszony zostanie do ponoszenia opłat autostradowych.  
     Dawna DK-1 miała więc „zarabiać” na budowę odcinka Rząsawy – Katowice. Do 2014 r ( przynajmniej) transport z autostrady wlewać się będzie do naszego miasta i dalej na południe trasą DK-1. Po 2014 r trudno przewidzieć, nie znamy bowiem ustaleń umowy koncesyjnej; obwodnica Częstochowy i dojazd do lotniska w Pyrzowicach będzie odpłatny, być może więc zadeklarowano świadome wstrzymanie modernizacji DK-1 Częstochowa – Katowice, by zwiększyć opłacalność działań koncesjonariusza. 
     Stąd w tych sprawach ostro interweniowaliśmy. Uzyskaliśmy tu pewien sukces – przyznanie środków na budowę dwóch wiaduktów na DK-1; w tym niezwykle istotnego skrzyżowania z al. Jana Pawła II. 
     Obecnie sytuacja znów uległa zmianie. Autostrada Południe SA pozyskała z EBI 50% pokrycie kosztów inwestycji szacowanej na 7,5 mld zł. Pozostałe środki pochodzić miały z banków komercyjnych. Banki, po kryzysie finansowym, przyjęły ostrożniejszą politykę ( można ją określić także jako politykę rekompensowania poniesionych wcześniej strat). Ustalony przez banki koszt kredytów spowodował podniesienie kosztów budowy do 9 mld zł ( drożej niż budowa autostrad w Alpach !!!). Spółka AP w tej sytuacji nie mogła spełnić wymogów umowy koncesyjnej. 
     Gra o A-1 zaczyna się więc od nowa. Nie ma większych szans by ta trasa zrealizowana była przed 2012 r; ale można uzyskać lepsze warunki dla naszego subregionu. Powinniśmy twardo domagać się zmiany harmonogramu – budowy w pierwszej kolejności odcinka Rząsawy- Pyrzowice. Równolegle powinna zostać podjęta modernizacja starej „drogi warszawskiej” z Częstochowy do Radomska, by zapewnić w przyszłości wybór użytkownikom dróg. Budowana za środki państwa autostrada powinna być, przynajmniej w pierwszym okresie, nieodpłatna; tak jak nieodpłatny był odcinek A-4 Wrocław – Gliwice. W szczególności zaś ta kwestia nieodpłatności dotyczyć powinna obwodnicy Częstochowy. Na tym etapie możliwa jest też, istotna dla nas, korekta projektu: obwodnica Częstochowy powinna mieć minimum trzy pasy, w tym jeden do obsługi ruchu lokalnego. 
     To są dla nas, mieszkańców Częstochowy, a także mieszkańców Poczesnej, Kłomnic, Rędzin, Starczy itd. - oczywistości. Ale kto ma o to zabiegać ? Posłowie PO problemów związanych z ich rządem nie zauważają. Nie poświecono tej sprawie uwagi na posiedzeniu Klubu Wójtów. P.f. prezydent nie widzi powodu by upominać się o sprawy wspólne, regionalne...

Może na tym polega obecna doktryna. Machnąć ręką na sprawy ważne, dbać tylko by nic nie zakłócało częstochowskiego spokoju. Wsi spokojna, wsi wesoła....

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-01-18

MÓJ KOMENTARZ - IDĄC RAKIEM

Pan Zbigniew Biernacki zaprezentował publicznie nowe swoje odkrycie: kompletny pierwszy rocznik „Gońca częstochowskiego” z 1907 r, zachowany wraz z kwitami cenzora dopuszczającymi pismo do obiegu. Jaki powinien być pierwszy i podstawowy obowiązek władzy publicznej wobec takiego znaleziska? Otóż rocznik ten powinien zostać natychmiast zeskanowany tak, by możliwe było przechowywanie i udostępnianie go w wersji elektronicznej.
Papier nie jest materią trwałą, niestety poznajemy to, także przez pryzmat starej prasy, udostępnianej w publicznej bibliotece. Część zbiorów uległa zniszczeniu. Idealnym rozwiązaniem byłoby przy tym, by każdy, niezależnie czy mieszka na ul Warszawskiej czy ul. Perla, niezależnie, czy mieszka w Delhi czy Buenos Aires, mógł poprzez swój podręczny laptop przeglądać artykuły częstochowskiego „Gońca...”, „Życia...” czy „Niedzieli”...Dziś tak oglądamy bez większego problemu ponad 3 mln pozycji biblioteki nowojorskiej, ponad 1,5 mln pozycji z biblioteki Kongresu w Waszyngtonie; a także spore zbiory polskiej Biblioteki Narodowej, Biblioteki UJ i innych uczelni.
Do takiego ideału zmierzaliśmy przygotowując specjalny projekt, wpisany do miejskiego programu informatyzacji. Ze względu na ekonomiczne korzyści skali ( koszt nowoczesnych urządzeń i ich obsługi) projekt miał na celu równoległe przenoszenie na nośnik elektroniczny zbiorów bibliotek, muzeum, archiwum państwowego a także zbiorów będących w posiadaniu instytucji kościelnych, społecznych i osób prywatnych.
To jednak nie wszystko. Ogłoszony jest teraz przez Marszałka Województwa konkurs w zakresie e-kultury. Daje to możliwość, by informacja o ofercie kulturalnej – ta, którą upowszechnialiśmy w wersji papierowej w informatorze „Co, gdzie, kiedy” - przeniesiona była także na stale aktualizowaną formę elektroniczną. Nie tylko atut aktualności jest tu istotny. Możemy – dzięki pojemności medium – zapowiedzi ilustrować fragmentami spektakli teatralnych czy koncertów. Upowszechnieniu dostępności taj informacji służy już istniejąca sieć ulicznych infomatów; ułatwieniem są także punkty otwartej dostępności do internetu „hot spoty”. W niedalekiej zaś przyszłości tę sieć uzupełnić może uruchomienie w każdej z filii biblioteki miejskiej otwartych punktów dostępu do internetu.
Dodajmy do tego to co już realizujemy. W tym najtrudniejsze przedsięwzięcie budowy sieci e-region, umożliwiającej dostęp do informacji nawet tam, gdzie nie jest to opłacalne. Projekt obejmuje cały region częstochowski. Wspólne dobro Częstochowy i otaczających miasto gmin polega na tym, by każdemu – bez względu na miejsce zamieszkania i poziom zamożności – stworzyć szansę dostępu do informacji. We współczesnym świecie „wykluczenie cyfrowe” staje się przyczyną wykluczenia społecznego. Nie możemy sobie w tej sferze pozwolić więc na zaniedbania. Projekt e-region jest jednym z najtrudniejszych projektów realizowanych dziś z pozyskanych unijnych środków. Wymaga koordynacji działań czterech powiatów i 30 gmin. Wymaga skomplikowanych uzgodnień formalno-prawny i przeprowadzenia trudnych prac inżynieryjnych. Przy tym, od powodzenia tego projektu zależne jest, czy w przyszłości nasz region będzie obszarem trwałego wzrostu, czy – przeciwnie – trwałej stagnacji rozwojowej.
Są wyzwania, którym sprostać trzeba. Zaniedbań w sferze informatyzacji nie wybaczą nam kolejne pokolenia.
Na tym tle z niepokojem przyjąłem informację o likwidacji w Urzędzie Miasta Wydziału Informatyzacji. Wydziału, dzięki pracy którego,nasze miasto otrzymało w 2008r,tytuł Lidera Informatyzacji w Polsce w dziedzinie administracji publicznej. W nowej formule, w ramach nowego Wydziału Administracji i Nadzoru rolę naszych informatyków sprowadzono do serwisu wewnętrznej obsługi sieci. Kto po tej zmianie doprowadzi do końca trudny projekt e-regionu ? Kto skoordynuje projekty w ramach e-kultury, e-informacji turystycznej, e-usług zdrowotnych itp ?
Sejm, 10 stycznia, przyjął jednogłośnie ustawę o informatyzacji. Nad kształtem nowych rozwiązań pracował m.in. mój pełnomocnik ds informatyzacji miasta Kajetan Wojsyk. Ustawa rodzi nowe wyzwania. Czy sprostamy im „idąc rakiem”, cofając umiejscowienie informatyzacji w Urzędzie Miasta do poziomu sprzed 8 lat ? Obudźmy się – świat idzie do przodu!

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-01-18

Pogorzelisko

     Sondaż wykonany przez PBS DGA, publikowany w „Gazecie Wyborczej”, oddaje rzeczywistość przełomu listopada i grudnia 2009 r. W odróżnieniu od innych miast Częstochowa znajdowała się wówczas w specyficznej sytuacji. Przez ponad pół roku toczyła się świadomie podsycana przez niektóre partie polityczne kampania negatywna, zakończona referendum. Kampania, w której dozwolone były wszelkie chwyty, w której kłamstwo było traktowane jako „skuteczny argument” a pomówienie i wulgaryzmy jako formy społecznego przekazu. Każda wojna niszczy, kampania referendalna też miała charakter wojny niszczącej nie tylko wszystkich uczestników lecz także osoby postronne.
       Omawiając wyniki sondażu zacząć trzeba od ogólnych konkluzji. Mieszkańcy badanych 32 miast odrzucają partie polityczne. Nie ufa im 79,4% badanych, to przekłada się także na wskaźniki poparcia dla partyjnych kandydatów na prezydentów miast. PO, która w innych badaniach ma 36% poparcie, w wyborach prezydentów miast może liczyć na poparcie rzędu 10-12%; PiS – ok 5%, SLD – 2-4%. Mieszkańcy zatem nie chcą partii i upartyjnienia samorządu. Średnie wyniki z wszystkich miast wskazują, że największym zaufaniem cieszą się fundacje ( 63,5%), Kościół (62,3%), prezydenci miast (58%), stowarzyszenia (55%). Oprócz partii politycznych niskim poziomem społecznego zaufania cieszy się rząd; nie ufa mu 61,2% ankietowanych.
       Na tle tej średniej odczytajmy wyniki Częstochowy. Zaufanie do prezydenta miasta w okresie prowadzonego badania deklarowało 19,7%, nieufność 58, 2%. Przypomnijmy, że to badanie przeprowadzono 3 tygodnie po referendum, trudno więc mówić, że dotyczyło konkretnej osoby. Wskaźnik nieufności wyróżnia nasze miasto – średni poziom zaufania wynosił 58%. Odnieśmy ten wskaźnik do specjalnie wybranej grupy miast: Olsztyn – 55,9% zaufania, Gliwice – 44% zaufania, Łódź – 19,4% ( 77,6% nieufności). W każdym z tych miast wskaźnik zaufania jest niższy niż średnia i w każdym z tych miast miało miejsce referendum w sprawie odwołania prezydenta. W przypadku Olsztyna minął najdłuższy czas; od ponad roku rządzi nowy prezydent. W Gliwicach mieszkańcy nie poparli inicjatywy referendum. W Łodzi zaczynała się kampania referendalna. Powód odwołania prezydenta Olsztyna był diametralnie inny niż argumenty w sprawie odwołania prezydenta Łodzi. W każdym z miast panuje także inna sytuacja społeczno-gospodarcza.
       W miastach, gdzie jest wysoki poziom zaufania do prezydentów, podobnie wysoki jest wskaźnik ufności wobec rady miasta. W Gdyni to zaufanie wynosiło 73,8%, w Toruniu – 64,4%, Wrocławiu – 63,4%. Na przeciwległym biegunie był poziom zaufania do rady miasta w w Lodzi – 33,5% zaufania, 60,8% nieufności i Częstochowy – 34,1 % zaufanie, 58% nieufność. W Częstochowie kampania referendalna nie była kierowana wobec rady – widać jednak, że w takiej walce autorytet tracą oba organy samorządowe.
       Ale nie tylko one. Najwyższe zaufanie do instytucji Kościoła tradycyjnie dotyczy dawnej Galicji. W Tarnowie – 74,5%, w Rzeszowie – 72,4%. Najniższe odnotowano w Łodzi – 49,8% i Częstochowie – 54,9 % Największe zaufanie do stowarzyszeń – Zielona Góra – 68,4%, Toruń – 63,4%, Poznań – 63%; najmniejsze – Częstochowa – 45,6%, Warszawa – 48,9 %, Gliwice – 49,3% Podobnie w przypadku fundacji – największe zaufanie Toruń – 73,7%, Rzeszów – 71,4%; najmniejsze – Częstochowa – 53,8%, Jelenia Góra – 52,5%.
       Danych dotyczących poziomu zaufania do Rady Miasta, stowarzyszeń i fundacji nie znajdziemy na łamach „Gazety Wyborczej”. Przytaczam je za portalem NGO (www.ngo.pl). Dopiero zestawienie całości wyników badań pozwala bowiem na określenie jakim nieszczęściem dla Częstochowy było referendum. Podstawowym czynnikiem umożliwiającym rozwój jest - według współczesnych socjologów – kapitał społeczny, a więc poziom wzajemnego zaufania w danym społeczeństwie. Z powodów historycznych mieliśmy w Częstochowie stosunkowo niską jakość tego kapitału. Nie możemy pod tym względem porównywać się z Wrocławiem, Gdańskiem czy Poznaniem. Eksperyment inżynierii społecznej jakim było referendum – dodatkowo zniszczył jakość częstochowskiego kapitału społecznego. Jak bowiem umacniać się może społeczne zaufanie, gdy instrumentem komunikacji społecznej stało się kłamstwo?
       Jeżeli więc ktoś uważa referendum za majstersztyk, to jest to radość faceta, który podpalił chałupę by upiec sobie kiełbaskę.
     Trzeba przy tym uciec od maniery patrzenia na rzeczywistość pod kątem krótkofalowego interesu. Kto bowiem wygrał na referendum ? Komisarz Piotr Kurpios – raczej nie, bo każda nowa władza na wstępie cieszyła się zawsze kilkudziesięcioprocentowym kredytem zaufania. Jak się ma do tego 7,8% poparcia? PO – poparcie w Częstochowie dla tej partii nie rokuje sukcesu,poparcia dla innych partii nawet nie warto tu wymieniać. A może zyskał tzw. komitet referendalny, czyli pan Sławomir Kocyga – nie badano tego, lecz i to jest wątpliwe.
       Mamy pogorzelisko. „Gazeta Wyborcza” być może z satysfakcją odnotuje, że używana była jako podpałka. Nie wiem tylko, czy ta rola jest dla niej przedmiotem do dumy.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-01-09

Aktywność poselska

     Aktywność niektórych posłów częstochowskich zauważyć można poprzez ich obecność na sesjach Rady Miasta. Wielokrotnie zabierają na nich głos, uczestniczą w dyskusjach nad miejskimi sprawami. I dobrze, tak powinno być. Tylko, jeżeli ograniczają się wyłącznie do tego – może powinni do miejskich spraw ograniczyć swoje polityczne ambicje.
     W Sejmie bowiem ich rola wydaje się dużo niższa, a efekty pracy dalekie od zapowiadanych w kampanii wyborczej.
     Nie moją sprawą jest krytyka reprezentantów różnych partii politycznych. Warto jednak dostrzec, że gra o przyszłość miasta jest zawsze grą na wielu polach przy aktywności różnorodnych podmiotów. Prezydent Miasta wypełnia swoją pracą tylko określony obszar spraw istotnych dla mieszkańców; na życie ich większy wpływ mają ustawy przyjmowane w Sejmie niż uchwały Rady Miasta. Rozwój miasta zależny bywa od skutecznych form współpracy wzmacniającej wysiłki samorządu miejskiego pomocą samorządu wojewódzkiego, administracji rządowej czy Parlamentu. Od niedawna istotnym także jest umiejętność gry w przestrzeni Unii Europejskiej, bo wiele spraw istotnych dla częstochowian decyduje się dziś w Brukseli. Przykładem takiej skutecznej gry dla rozwoju może być Łódź, gdzie owocna stała się współpraca prezydenta Kropiwnickiego z pochodzącym z Łodzi politykiem lewicy Markiem Belka. Przypomnijmy także Gliwice i pomoc dla tego miasta gliwiczan premiera Buzka i wicepremiera Steinhoffa. Albo Wrocław i współpracę Dutkiewicza z Ujazdowskim, Schetyną i Zdrojewskim. Tak jest wszędzie, choć na różnym poziomie i z różnym efektem.
     Gra o Częstochowę wymaga przyjęcia podstawowego określenia – co jest interesem naszego miasta. Wymaga stałej wymiany informacji, uzgadniania strategii i taktyki. Tak było gdy wspólnie graliśmy – na poziomie miasta, województwa, rządu i parlamentu – o przyszłość huty „Częstochowa”; gry próbowaliśmy powołać Uniwersytet Częstochowski, ulokować w Częstochowie rejestr sądowy i w innych podobnych przypadkach. Kto pamięta, wie, że ta gra musiała przekraczać podziały partyjne. Jako poseł AWS pomagałem lewicowemu prezydentowi w sprawach powstania specjalnej strefy ekonomicznej czy pozyskania pieniędzy na stadion lekkoatletyczny. Będąc prezydentem także starałem się pozyskać pomoc od posłów czy radnych wojewódzkich bez względu na ich partyjne barwy.
     Dziś władza miasta jest w luksusowej sytuacji. Od parlamentu, przez rząd przez samorząd wojewódzki po samorząd miasta - wszędzie dominuje Platforma Obywatelska. Taki luksus monopolu politycznego nie zdarzył się do tej pory od dwudziestu lat. 
     Rolą posłów jest stanowienie prawa. Reprezentując samorząd w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu – zgłosiłem w czasie ostatniej kadencji kilkaset opinii i uwag do ustaw, w tym kilkadziesiąt gotowych projektów zmian. Były to i są nadal sprawy dla Częstochowian istotne, choć pozornie drobne. Nie byłoby problemu „Almy” w Galerii Jurajskiej, gdyby przyjęto nasz wniosek o zmianę ustawy; budżet miasta byłby w lepszej kondycji gdyby poważniej potraktowano nasz protest w sprawie zmian w Karcie Nauczyciela. Udało nam się zahamować nieszczęsne rozwiązania dotyczące obowiązku meldunkowego czy pomysł by Jurę pod względem bezpieczeństwa turystów traktować jak wysokie góry. 
     Niestety, walcząc o dobre prawo nie mieliśmy ani wsparcia ani nawet zainteresowania ze strony posłów. 
    Sztandarowym postulatem Częstochowy była wizja realizacji Szlaku Staropolskiego. Można i należy dążyć do tego w różny sposób, rozkładając drogę na etapy. W tym kierunku szła tez pomoc posłów PO, gdy byli w opozycji– przypomnijmy interpelacje w sprawie modernizacji kolei Częstochowa – Kielce, czy walkę o środki na obwodnice przy dk-46. Ten zapał, niestety, zmalał gdy z opozycji posłowie przeszli do obozu władzy...A gdzie konsekwencja, gdzie interes miasta i regionu?
     Powtórzmy. Partia rządząca ma dziś sytuację luksusową – ma ona pełnię władzy, od samorządu miasta przez marszałka województwa do Premiera RP. Ale większy obszar władzy to także większa odpowiedzialność.
Czy politycy z PO są w stanie to udźwignąć ? 
Czy na tym monopolu zyska Częstochowa ? 
Brak środków finansowych dla Częstochowy i Regionu Częstochowskiego w uchwalonym przez Sejm budżecie państwa na 2010r jest złym sygnałem.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2010-01-03

Z nadzieją witajmy Nowy Rok

     Dobrego Nowego Roku 2010, lepszego roku niż ten żegnany – życzenia takie składać sobie będziemy w sylwestrową noc. Takiego lepszego roku życzyć będziemy wszystkim – znanym nam i nieznanym mieszkańcom Częstochowy. Jesteśmy bowiem wspólnotą – i szczęście każdego z nas jest źródłem radości ogółu.
     Jestem przy tym przekonany, że większość Częstochowian własną pracą tworzyć będzie ten lepszy rok. Wiemy bowiem, że same życzenia nie zmieniają rzeczywistości, dobro samo się nie tworzy, potrzebna jest twórcza praca. Potrzebna jest przy tym zarówno solidna i uczciwa praca zawodowa – oby jej nigdy nie zabrakło dla nikogo – jak i pełna pasji aktywność społeczna. Powinniśmy bowiem podjąć wysiłek odbudowy naszej wspólnoty.
     Stała się bowiem rzecz bolesna. Nie dotyczy ona tylko wyniku przeprowadzonego referendum; gorsze spustoszenie spowodowała towarzysząca referendum kampania nienawiści. Inicjatorzy jest stali się siewcami wiatru zbierającymi burzę. Nie można bezkarnie upowszechniać kłamstw, nie możną w imię doraźnych korzyści niszczyć tkanki społecznego zaufania, niszczyć społeczne autorytety. Kampania nienawiści zrodziła głębokie podziały; kampania nienawiści pokazała jak pozornie łatwą jest droga na skróty do politycznego sukcesu poprzez wykorzystanie ludzkich emocji. 
     Widzimy dziś jak dzieli się obóz referendalny. SLD wybrało drogę opozycji, grupa właścicieli nieruchomości z Alei próbuje szantażem i groźbami wymuszać na komisarzu zaniechanie modernizacji naszej głównej ulicy. Ostry podział widoczny jest w PiS; wielu działaczy tej partii nie godziło się z narzuconą rolą „przystawki” SLD i PO. Nawet w PO, beneficjentki zmiany, widać rozgoryczenie, bo komisarz nie rozdał „zasłużonym” wymarzonych konfitur – dobrych posad samorządowych.
     Tak właśnie wygląda krajobraz po bitwie. Dlatego powinniśmy zadbać o odbudowanie wspólnoty, o odtworzenie klimatu społecznego zaufania.
Rok 2010 jest dla nas rokiem ważnych rocznic. W sierpniu minie 30 rocznica Porozumień Gdańskich tworzących „Solidarność”. W maju zaś obchodzić będziemy 20 rocznicę odrodzenia samorządu terytorialnego. Bez „Solidarności” nie byłoby samorządności. I nadal bez solidarności. tej zwykłej, codziennej, międzyludzkiej, nie ma samorządnej wspólnoty. Sensem obchodów rocznicowych jest przypominanie tej oczywistości.
     Rok 2010 powinien być więc Rokiem Solidarnej Wspólnoty. Powinniśmy odkryć wciąż aktualną ideę i niezmienne wartości. Z przeszłości czerpać możemy przekonanie, że solidarna wspólnota jest najlepszym zabezpieczeniem naszej osobistej wolności, godności i bezpieczeństwa. Siła solidarnej wspólnoty może pomóc w rozwiązaniu najtrudniejszych problemów społecznych. W dobrym czasie i złym, w szczęściu i nieszczęściu, powinniśmy być razem, razem się cieszyć i razem smucić, wspólnie pracując by każdy kolejny rok był lepszy.
     Witam Nowy Rok 2010 z wiarą i przekonaniem, że jesteśmy w stanie odbudować solidarną wspólnotę Częstochowian. I takiej solidarności życzę wszystkim mieszkańcom.  


Tadeusz Wrona


Częstochowa, 31-12-2009

Budżet symboliczny

     Armia Krajowa nie będzie miała w Częstochowie swojego pomnika. Miasto, które było na przełomie 1944/45 roku stolicą Państwa Podziemnego, w którym powstał  Testament Polski Podziemnej, głosami swoich radnych odmówiło uhonorowania czynu niepodległościowego.
     Autopoprawka do budżetu przygotowana przez zarządcę komisarycznego  Piotra Kurpiosa oznacza  złamanie słowa danego publicznie przez reprezentantów samorządu  mieszkańcom. We wrześniu bowiem, w 70 rocznicę powstania Państwa Podziemnego, zobowiązaliśmy się by poprzez pomnik uwiecznić pamięć o bohaterach.
     To złamanie publicznie złożonej obietnicy jest symbolem przyjętego przez Radę Miasta budżetu. Pomnik bowiem nie jest formą gestu wobec środowiska kombatantów, nie jest – jak obelżywie określili to radni lewicy - „błyskotką”; to sprawa honoru, wiarygodności samorządu, wierności tradycji tworzącej polską demokrację i suwerenność.
     Przyznać tu muszę, rok 2010 jest pod względem sytuacji  finansowej miasta, trudnym okresem. Budżet jest tego obrazem. Chcąc zbilansować wydatki szukać należało różnych oszczędności. Przedkładając Radzie Miasta 14 listopada projekt budżetu mówiłem o tym wielokrotnie. Trzeba tu przy tym w sposób wyraźny podkreślić – zdecydowana większość parametrów określających kształt budżetu nie zależy od polityki samorządu Być może fakt, że zarządca komisaryczny jest reprezentantem rządu wobec samorządu; spowodował, że nie podkreślano tego w dyskusji budżetowej. Na nas bowiem skupia się ciężar błędów i zaniechań rządu i parlamentu; „kreatywnej” księgowość, która ukrywając rzeczywisty deficyt budżetu państwa świadomie zaniża wysokość subwencji i dotacji przekazywanych na realizację zadań przez samorządy. Nie można mówić o budżecie miasta Częstochowy nie dostrzegając ciężaru 50 mln zł, które zamiast na drogi musimy wydawać dokładając do subwencji oświatowej, by pokryć ustaloną przez rząd  wysokość wynagrodzenia nauczycieli.
     Budżet na 2010 roku jest trudny. Przypomnę jednak, że bywało gorzej. Gdy obejmowałem w 2002 roku stanowisko Prezydenta Miasta, brakowało w kasie miasta pieniędzy na spłatę zaciągniętych długów i na wynagrodzenia nauczycieli. Przyjąłem zarządzanie miastem 19 listopada, miesiąc później przedłożyłem Radzie Miasta autopoprawkę do projektu budżetu, autopoprawkę będącą właściwie nową, autorską wersją projektu. Przypominam o tym, bo i obecny zarządca komisaryczny miał wystarczająco dużo czasu by poprzez autopoprawkę nadać projektowi budżetu kształt odzwierciedlający własną politykę. Tak się jednak nie stało. Radni w efekcie zaakceptowali  mój budżet, z drobnymi zmianami. Zatem zaakceptowali moją wizję polityki miejskiej.
     Muszę jednak podkreślić,  że owe drobne zmiany w pewnym sensie przekreślają spójność mojej autorskiej wizji. Nie tylko dlatego, że poprzez zmiany złamano słowo w sprawie budowy pomnika AK. Zmiany w planach zaakceptowanych wcześniej w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym, w planach inwestycyjnych przedyskutowanych i zaakceptowanych społecznie narusza obraz Miasta jako wiarygodnego partnera.
     Wspomnę tu sprawę  budowy sali gimnastycznej przy Gimnazjum nr 7 i modernizację pobliskiego placu Orląt Lwowskich z przyległymi ulicami Witkiewicza i Ossowskiego.. Cel tych inwestycji wynika bezpośrednio z wdrażanego na Rakowie programu  rewitalizacji. W październiku na specjalnych warsztatach w dyskusji z mieszkańcami szukaliśmy rozwiązań na rzecz ożywienia  tej dawnej, robotniczej dzielnicy. Bez inwestycji w poprawę warunków nauczania niszczymy szanse rewitalizacji. Podobnie ogromne znaczenie społeczne ma projekt budowy hali sportowej przy SP 21 na Stradomiu, tak by była ona jednocześnie zapleczem miejscowego klubu sportowego i szkoły. Zainwestowaliśmy miejskie pieniądze w zakup nieruchomości ze stradomskim boiskiem. Powinniśmy teraz stworzyć tam pełny obiekt służący integracji i rekreacji mieszkańców.
     Nad tymi inwestycjami poprawki postawiły znak zapytania. Zmniejszenie finansowania oznacza w praktyce zepchnięcie odpowiedzialności za ich realizację na przyszłą Radę i przyszłego Prezydenta 
Przyszła Rada też będzie musiała zdecydować co dalej z odbudową kładki nad al. Jana Pawła II, łączącej Wały Dwernickiego. Skreślenie realizacji tej inwestycji z budżetu 2010r, przekreśliło kilkuletnie, trudne uzgodnienia z mieszkańcami i z PKP.  Zlekceważono także priorytety inwestycyjne mieszkańców dzielnicy Grabówka rezygnując z przebudowy skrzyżowania ul. Odrodzenia i ul. Św. Rocha. W sumie – pomimo deklaracji o priorytetowym znaczeniu inwestycji drogowych – w stosunku do mojego projektu budżetu zmniejszono wydatki na ten cel o ok.10 mln zł. 
    Wbrew zapowiedziom nie obniżono wydatków bieżących. Dokonano tu jedynie zabiegu, uwzględniając wydatki oświatowe tylko na 10 miesięcy.
     Owe drobne zmiany naznaczają  plan budżetowy. Przez to ten budżet staje się symbolem łamania publicznie składanych obietnic. I tych obietnic, które składały legalnie wybrane władze samorządowe – Prezydent i Rada Miasta; a także obietnic składanych w kampanii referendalnej. Platforma Obywatelska mówiła, ze jest przygotowana do przejęcia odpowiedzialności za miasto i ma dobrego kandydata na Prezydenta. Przyjęty budżet mocno weryfikuje owe zapowiedzi.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2009-12-21

Juwenalia, partnerstwo, paternalizm

     Każda nowa władza zapowiada zmiany na lepsze. Dlatego słyszymy zapowiedź, że będzie lepsze partnerstwo z organizacjami pozarządowymi. I do tego konkretną obietnicę dofinansowania studenckich juwenaliów. 
     Takie konkretne obietnice mogę bez wahania pochwalić. Podobnie jak większość mieszkańców sądzę, że warto inwestować w studencką kulturę. Sam, w młodości, miałem dobre doświadczenie aktywnego udziału w tworzeniu kultury studenckiej. W takich sytuacjach serce dyktuje jedno, rozum podpowiada drugie. Niestety bowiem, tego typu pomoc – z góry ukierunkowana - bywa w kolizji z zasadą partnerstwa. 
     Partnerstwo to współpraca oparta na jasnych zasadach. Każdy podmiot powinien być traktowany jako równy, nie ma lepszych czy gorszych, mniej lub bardziej zasłużonych. Partnerstwo opiera się na konkursie ofert, premiuje tych, którzy mają lepszy pomysł. Partnerstwo zakłada współodpowiedzialność; nie można przekazywać środków publicznych nie mając pewności czy w zamian uzyskamy oczekiwane efekty społeczne.
     Po 2003 roku musieliśmy od podstaw budować procedury tak rozumianego partnerstwa. Wspólnie z organizacjami pozarządowymi musieliśmy przećwiczyć biurokratyczne przepisy ustawowe i jeszcze trudniejsze regulacje unijne. Partnerstwo, chcąc nie chcąc, przybrało wspólną formę pozyskiwania wiedzy, doświadczeń, odkrywania dróg po których można się było poruszać w skomplikowanej materii. Społecznicy, ludzie najlepszej woli, mieli szczególne powody irytacji; zamiast koncentrować się na niesieniu pomocy innym, musieli tracić energię i czas na skrupulatnie prowadzoną księgowość. Było trudno, sam niejednokrotnie podzielałem irytacje społeczników. Ten nadmiar biurokracji utrudniał życie obu stronom – tym udzielającym dotacji i tym, którzy spożytkowują dotacje na działania społeczne.
     Przebycie tej trudnej drogi przynosi dziś dobre efekty. Zdobyte doświadczenie owocuje – coraz więcej częstochowskich organizacji jest w stanie pozyskać i profesjonalnie spożytkować trudne, unijne dotacje. Proces rozdziału środków publicznych stał się przy tym przejrzysty i oparty na obiektywnych przesłankach. Procedury służą przestrzeganiu zasad równości. Teraz już można mówić o poprawie partnerstwa; bo bez żadnego wysiłku ten mechanizm będzie się kręcił coraz lepiej. 
     Popsuć go, niestety, także można. Metodą psucia jest paternalizm. Przejawem tego jest także złożona obietnica dofinansowania juwenaliów. Podkreślę tu raz jeszcze: choćby ze względu na swoje osobiste doświadczenie, jestem zdecydowanym zwolennikiem wspierania kultury studenckiej, czy szerzej - kultury młodych ludzi. Z satysfakcją widzę, jak od kilku lat Częstochowa przezywa rozkwit różnorodnych form aktywności kulturalnej. Rock, reggae, blues, jazz tradycyjny lub nowoczesny – w każdy weekend możemy wybierać koncert według swojego upodobania. Ściany wielu klubów zmieniły się w galerie młodej twórczości plastycznej. Przeglądy nieprofesjonalnych, eksperymentalnych, młodych zespołów teatralnych są stałym elementem naszego życia kulturalnego. Powiem tu od razu, uprzedzając krytyków: ten rozkwit nie jest zasługą władz miasta. To efekt ambicji, pracy i ryzyka podejmowanego przez dziesiątki młodych ludzi. To odwaga samodzielności i odpowiedzialności młodych częstochowian.
     Część młodzieży narzekając, że nic się nie dzieje, marzy o ucieczce do Krakowa, Warszawy czy Wrocławia. Ale też jest wielu, którzy chce by coś się działo i przywozi do nas najlepsze wzorce z tych, dużych miast. Czasem zaś sami tworzymy takie wzorce, czego dowodem jest Noc Kulturalna.
     Ta właśnie impreza pokazała czym może być partnerstwo. Moim wielkim marzeniem jest by wzór Nocy Kulturalnej zadziałał przez cały roku. Stworzyć tu musimy wspólnie formę wspierania różnorodnych inicjatyw kulturalnych. Podstawowy mechanizm już istnieje – jest to centrum amatorskiego ruchu artystycznego, tzw CARA przy OPK Gaude Mater. Można go, oczywiście, zastąpić innym. Lecz dziś nie można mówić o partnerstwie i jednocześnie ograniczać środki na ten cel. 
     Juwenalia zasługują na wsparcie. Ale nie powinno to być na zasadzie wyjątku, paternalistycznego gestu. Potrzebne jest stałe partnerstwo, stała współodpowiedzialność, stała konkurencja dobrych pomysłów i stała solidarność w ich realizacji.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2009-12-18

Oddać miasto lobbystom

     Zarządca komisaryczny miasta Piotr Kurpios przedstawił na sesji Rady Miasta informacje o swoich zamierzeniach. Określono to jako rodzaj expose, choć to określenie przesadne wobec fragmentarycznie przedstawionej materii. Z ciekawością jednak poznałem treść, bo jak każdy częstochowianin mam prawo być poinformowany o przyszłościowych planach rządzących samorządem.
     Treść wystąpienia rozczarowuje i niepokoi. Rozczarowuje, bo pełniący funkcję Prezydenta  nie ma żadnych nowych pomysłów. Padają ogólniki dotyczące wyprowadzenia ruchu ciężkich samochodów z centrum miasta,  czy zmian w polityce społecznej.  Słowa komisarza standardowo wpisują się w schemat „poprawiania” po „złym” poprzedniku. Brak jednak konkretów co i jak poprawić, by – tak jak brzmią obietnice – zwiększyć partnerstwo z organizacjami pozarządowymi, zadbać o przyszłość młodych i teraźniejszość seniorów.
     Niestety, gdy pełniący funkcję Prezydenta przechodzi do konkretów budzić może niepokój zamiast nadziei. Co bowiem oznacza otwarcie na nowo dialogu ze stowarzyszeniem  tzw Przyjaciół Częstochowy na tematy Alei ? Czy bez zgody owego lobby nie będzie możliwa modernizacja Alei ? Podobnie niepokojąco brzmi otwarcie ponownie dyskusji o przyszłości Miejskiego Szpitala Zespolonego. Czy i tu decyzja o przekształceniu ma być zależna od kolejnego lobby ?
     To nie są sprawy drobnej wagi. Modernizacja Alei Najświętszej Maryi Panny to projekt o cywilizacyjnym znaczeniu dla Częstochowy. Nie chodzi tu tylko o niebezpieczeństwo utraty 40 mln zł pomocy europejskiej, to rzecz ważniejsza – ale grozi nam utrata nadziei, że w naszym mieście jest możliwa pozytywna zmiana. Podobnie nie można nie doceniać kwestii przekształcenia szpitala. Obecnie mamy do czynienia z wegetacją, zadłużenie rośnie o milion zł miesięcznie, a środki którymi dysponuje szpital pokrywają tylko koszty płac osób zatrudnionych. Zmiana jest niezbędna by zapewnić mieszkańcom podstawowe bezpieczeństwo zdrowotne. Odraczając restrukturyzację powodujemy zwiększenie przyszłego obciążenia budżetu, bo wcześniej czy później budżet będzie musiał przejąć długi jednostki.
     Pieniądze to przy tym nie wszystko. Przypomnę, że odwagi wymagała decyzja o wprowadzeniu prywatnego inwestora do szpitala przy ul. Mickiewicza by uruchomić  tam centrum kardiochirurgii. Było wielu krytyków, straszono nas nawet prokuratorem za „niszczenie” majątku komunalnego. Mieliśmy jednak odwagę; centrum ratuje rocznie życie ponad 2 tys mieszkańców miasta i regionu. Ile z tych osób straciłoby szansę na życie, gdybyśmy ulegli lobby przeciwnemu wszystkim zmianom ?
     Obawiam się więc , że spełnią się zagrożenia zatrzymania najważniejszych inwestycji prorozwojowych.  A co w zamian ? Dotacje na studenckie Juwenalia ? Może jeszcze przywrócenia prawa sprzedaży alkoholu na ul. Dekabrystów ? Rozrywka zamiast rozwoju. Tak też można. Tylko czy to jest dobre dla Częstochowy...

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2009-12-12

Co robić ?

Co dalej ? Co powinniśmy robić ? To są najczęściej zadawane pytania kierowane do mnie. 20% uprawnionych do głosowania mieszkańców Częstochowy zdecydowało o zmianie prezydenta przed upływem kadencji. Prezydent wybrany głosami częstochowian został zastąpiony wyznaczonym przez Wojewodę Śląskiego zarządcą komisarycznym. Ponad głowami mieszkańców podejmowane są decyzje będące wypadkowymi interesów partii aktywnych w referendum: PO, PiS i SLD.
Co dalej ? Co powinniśmy robić ? Nie jest to sytuacja łatwa. Czekać nas przy tym będzie przez najbliższe miesiące rytualny festiwal wdeptywania w ziemie upadłego konkurenta. Wszystko to co nieprzyjemne, być może nawet brak śniegu w święta, prezentowane będzie jako spadek po okresie „błędów i wypaczeń”, jako efekt moich działań. I odwrotnie – to co nam się udało uzyskać po, czasem wieloletnich, przygotowaniach, przedstawiane będzie jako wyłączny sukces nowej ekipy. Tak będzie, tu nie miejmy złudzeń; taki dziś jest natura polityki.
Przypomnieć tu jednak warto sobie słowa prezydenta Johna F. Kennedy: „uda ci się kogoś czasem okłamać, ale nie da okłamywać się wszystkich i zawsze”. Rzeczywistość dokona brutalnej weryfikacji. I tu zwrócę uwagę na inne słowa wspomnianego prezydenta USA: „można unikać rzeczywistości, ale nie można unikać konsekwencji unikania rzeczywistości”. Nowa ekipa musi więc udowodnić, że jest w stanie sprostać oczekiwaniom mieszkańców. I tych uczestniczących w referendum oczekujących radykalnych zmian; i tych nie uczestniczących, opowiadających się przez to za stabilnym, przewidywalnym rozwojem.
Pytanie co dalej robić, kierują do mnie moi zwolennicy. Gotowi są mnie dalej wspierać, gotowi uczestniczyć we wszelkich działaniach odwracających wynik listopadowego głosowania. Dziękuję im za to, jest to ważne wsparcie. Jedno jest jednak dla mnie pewne – w żadnym wypadku nie powinniśmy zejść na poziom niektórych przeciwników. Żadna sytuacja nie usprawiedliwia posługiwania się kłamstwem, nigdy nie można prowadzić polityki kierując się przekonaniem: im gorzej dla miasta, tym lepiej dla nas. Jeżeli nie stawiamy dobra ogółu, dobra wspólnoty, ponad własny interes, tracimy moralne prawo ubiegania się o zaszczyt reprezentowania spraw wspólnoty.
Co więc robić ? Na spotkaniu, gdy dziękowałem wielu zacnym ludziom za aktywne wsparcie w kampanii referendalnej, padła propozycja by się nie rozchodzić, by wspólnie tworzyć ruch społeczny pracujący dla Częstochowy. I to jest, moim zdaniem, dobry kierunek – nie negacja, lecz pozytywna, wspólna, dalsza praca dla dobra miasta i mieszkańców. Trudna to droga – bez oparcia w strukturach organizacyjnych, bez budżetowego zaplecza finansowego, pokonywana tylko siłą przekonania, że miarą wartości człowieka jest praca dla dobra innych ludzi. Na szczęście w gronie osób, które podjęły ten pomysł nie brak doświadczonych społeczników. Są przedsiębiorcy, którzy nawet w trudnych warunkach potrafili stworzyć i utrzymać miejsca pracy dla częstochowian; są związkowcy skutecznie broniący godności pracowników; są twórcy i animatorzy kultury, są przekonani o swojej, nigdy nie wygasającej, misji wychowawczej pedagodzy, są ludzie ofiarnie wspomagający tych, którzy potrzebują pomocy. To są osoby, które sprawdziły się w „Solidarności” czasu stanu wojennego, które budowały podstawy częstochowskiej samorządności.
Wierzę, że mobilizacja takich osób, wspartych aktywnością młodych serc i umysłów, przyniesie dla Częstochowy pozytywne efekty. A to powinno być dla nas najważniejsze.

Tadeusz Wrona


Częstochowa, 2009-12-04

Polityka miłości

     Potrzebny był czas, by ze spokojem rozpoznać stan rzeczy po referendum. Powtórzyć tu powinniśmy słowa Józefa Piłsudskiego: „być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężać i spocząć na laurach – to klęska”. Nie raz odczuwałem poczucie porażki, nie po raz pierwszy zostałem także odwołany ze stanowiska Prezydenta Miasta.
    Przypomnę tu „rewolucje październikową” w 1995 r. Rada Miasta po wyborach samorządowych była podzielona w stopniu większym niż obecnie. Liga Miejska, którą reprezentowałem musiała stworzyć większość poprzez koalicję z różnymi innymi ugrupowaniami, w tym z Unią Wolności. Niestety, z tych czy innych względów, Unia Wolności zdecydowała o zmianie koalicji wybierając lewicowego partnera SDRP. Tłumacząc to dobrem miasta, taka zmianę frontu poparło część ludzi z Ligi Miejskiej, w tym ówczesna radna Halina Rozpondek. „Dobro miasta” oznaczało, że w nagrodę została Prezydentem Miasta. Nie mogła rządzić samodzielnie, przyjęła odpowiedzialność, ale większość realnej władzy uzyskała lewica. Trzy lata później lewica zdobyła większość w Radzie, Unia Wolności nie uzyskała w wyborach ani jednego mandatu, a radni z ugrupowania stworzonego przez Halinę Rozpondek stali się satelitami lewicy ( choć sama założycielka zachowała jednoosobową niezależność). Polityczni inicjatorzy odwołania mnie z funkcji Prezydenta Miasta ponieśli zatem porażkę. Częstochowa nic nie zyskała, poniosła za to wymierne straty – drastyczny wzrost zadłużenia, utrata przedstawiciela w zarządzie Związku Miast Polski, opóźnienie istotnych dla miasta inwestycji.
     Wtedy, tak jak i dzisiaj, okłamywano częstochowian, że wystarczy usunąć prezydenta Tadeusza Wronę, by wszystkim żyło się lepiej. Wtedy także podnoszono konieczność zamazywania różnic, tworzenia koalicji wszystkich z wszystkimi, prowadzenia swoistej polityki miłości. Ta polityka miłości pomogła lewicy w powrocie do pełnej, niekontrolowanej władzy. Wtedy też podnoszono, że Tadeusz Wrona jest zagrożeniem dla demokracji. Trzy lata później, za rządów SLD, nawet dyskusja oparta na merytorycznych argumentach przestała być możliwa w Radzie Miasta. Za to byliśmy świadkami różnych dziwnych układów sprzyjających korzyściom wybranych prywatnych osób lub podmiotów. 
Człowiek powinien uczyć się na błędach. Dlatego dla mnie, pamiętającego dobrze rok 1995, sojusz trzech dużych partii przeciw mojej osobie oznaczał wyraźnie: tu nie chodzi o dobro miasta, tu nie chodzi o dobro mieszkańców. W przyszłym roku każda z tych partii mogła przedstawić swój program i swojego kandydata. Wolały jednak wcześniej zjednoczyć się dla zniszczenia konkurenta.
     Z doświadczenia z 1995 r można także przewidywać dalszy rozwój sytuacji. Przez najbliższe miesiące będzie powtarzane kłamstwo o „sprzątaniu po prezydencie, o „ratowaniu miasta przed kłopotami spowodowanymi przez poprzedniego prezydenta”. Tak, będzie – bo, gdy komuś brak pomysłu, gdy brak jest realnych możliwości wprowadzania obiecanych zmian – najłatwiej zrzucać winy na kozła ofiarnego. Doświadczenie 1995 r pokazało, że na dłuższą metę nie da się okłamać ludzi, prawda zawsze kiedyś zwycięży.  

Tadeusz Wrona


 

Częstochowa, 2009-09-29

 Niebezpieczna zabawa w podpalaczy

Podczas obrad Rady Miasta Częstochowy 28 września, informując radnych o prowadzonej polityce finansowej użyłem określenia porównującego, rzucane przez niektórych polityków, oskarżenia do obwiniania strażaka o podpalenie domu. W dodatku takie oskarżenia formułują „wspólnicy podpalacza”.

Nie można użyć innego określenia. Odchodząc ze stanowiska Prezydenta Miasta w październiku 1995 roku zostawiłem Miasto bez długów. W ciągu następnych 7 lat, w tym czterech lat rządów SLD poziom zadłużenia wzrósł o 146 mln zł. W odniesieniu do ustawowego wskaźnika, był to wzrost od 0 do blisko 40% dochodów Miasta (dopuszczalna granica 60%). W ciągu następnych 7 lat – 2002-2007 – zadłużenie kwotowo wzrosło o 138 mln zł; wskaźnik ustawowy utrzymany został na stabilnym poziomie 35-38%. W 2002 r. zadłużenie Miasta wynosiło 146 mln zł, wartość majątku komunalnego 168 mln zł; dług był więc prawie równy posiadanemu zabezpieczeniu materialnemu. W 2008 r wartość majątku komunalnego wyniosła 695 mln zł. Przy przyroście zadłużenia o 138 mln zł, wartość majątku wzrosła o 527 mln zł. W 2002 r nadwyżka operacyjna budżetu miasta (różnica między dochodami a wydatkami bieżącymi) wyniosła 2,8 mln zł, ciężar obsługi i spłaty zadłużenia – 19, 4 mln zł. - ciężar był więc 7-krotnie wyższy, niż możliwości spłaty. Obecnie nadwyżka budżetowa bliska 100 mln zł, nie tylko pokrywa koszt spłaty i obsługi zadłużenia, ale blisko 50% nadwyżki może być kierowane na wydatki inwestycyjne.

W okresie 1995-2002 r wzrost zadłużenia przewyższał sumę wydatków inwestycyjnych. W latach 2002-2008 przy przyroście zadłużenia 138 mln zł, suma wydatków inwestycyjnych wynosiła 737 mln zł. Było to możliwe, bo kredyt komercyjny przestał był głównym źródłem finansowania inwestycji. Dziś blisko 50% wydatków majątkowych, wynoszących blisko 20% ogółu wydatków miasta, pokrywanych jest z środków własnych i środków europejskich bezzwrotnych.

Dobrą sytuację Miasta potwierdza pozytywna ocena wiarygodności finansowych na rynkach międzynarodowych wystawiona przez FitchRatings.

Z bardzo trudnej sytuacji finansowej odziedziczonej w 2002 r udało się wyjść na prostą: zachowując stabilność finansową możemy inwestować w rozwój Miasta. Ten sukces boli ludzi, zwłaszcza tych, którym nie wiele się w życiu udało. Nadambitni młodzi działacze lewicy, zagrzewając do referendum, miotają oskarżenia o katastrofie finansowej. Wskazują przy tym ciekawe „recepty” ratunkowe. Poseł Matyjaszczyk pragnie usunąć z Częstochowy Klasztor Jasnogórski i wprowadzać plan rozwoju przemysłu ciężkiego i włókienniczego na wzór peerelowskich lat 50-tych. Radny Balt postuluje budowanie 300-tysięcznej Częstochowy poprzez uruchomienie pijalni piwa na ul. Dekabrystów. Dziwnym trafem w ten ton lewicy wpisali się niektórzy radni PiS. Smutny to był widok: radny prawicy, dobrowolnie rezygnując z własnego zdania, wystąpił w roli listonosza przekazując projekt stanowiska przygotowanego przez posła PiS. Stanowiska, które w całkowitym oderwaniu od prawdy prezentowało stan finansów jako „zagrożenie rozwoju cywilizacyjnego”. Żałować można, że sam poseł nie miał odwagi powiedzieć o jaką cywilizację chodzi i w oparciu o jakie fakty przedstawia wizje katastroficzne.

Takie harce i zabawy towarzyszą atmosferze referendalnej. Trudno wytłumaczyć tym ambitnym politykom: źle się panowie bawicie....

Stan finansów miasta zależy w dużym stopniu od wiarygodności Częstochowy. Jeśli sami siebie przedstawiamy jako miasto zdestabilizowane, miasto, w którym nic się pozytywnego nie da zrobić – to takiej „nieudacznikowskiej” Częstochowie nikt nie udzieli pomocy w postaci środków europejskich a banki bardzo wysoko liczyć sobie będą za kredyty.

Igranie z ogniem może być niebezpieczne dla podpalaczy. Zniszczyć szansę na rozwój jest równie łatwo jak podpalić dom. Tylko, gdzie my wszyscy, mieszkańcy Częstochowy, będziemy wówczas mieszkać.

Ambicje zdobycia władzy są rzeczą naturalną wśród polityków. Ale, panowie, nie za wszelką cenę i nie w każdy sposób. Oprócz dobra własnego ego i dobra własnej partii istnieje także dobro wspólne, dobro Częstochowy, dobro wszystkich częstochowian. Zastanówcie się, co ma większą wartość...


Tadeusz Wrona



                                                                           Częstochowa, 2009-09-15

Zobowiązanie wobec bohaterów

Wzruszające to było spotkanie. 70 lat temu, w 1939 roku, w warunkach terroru okupacji niemieckiej, nauczyciele zdecydowali się kontynuować swoją misję edukacyjną. Powstała Tajna Organizacja Nauczycielska, unikatowa w Europie instytucja oporu cywilnego. Za prowadzenie lekcji, za kształcenie młodzieży groziła pedagogom kara śmierci lub obóz koncentracyjny. Świadectwem, że groźba ta była w Częstochowie realna, było zamordowanie dyrektora gimnazjum R. Traugutta Dominika Zbierskiego, a także nauczycieli: Henryka Pietrzaka, Edmunda Patorskiego, Jana Combika, Stanisława Bojanka; do obozu zagłady w Ravensbrück wysłano Marię Kostrzewską.

Mimo takiego terroru nauczano w warunkach konspiracji kilka tysięcy młodych ludzi, egzamin maturalny zdało 812 uczniów. W Częstochowie, dzięki przybyłym po powstaniu naukowcom z Warszawy, powstał też największy konspiracyjny uniwersytet - 140 pracowników naukowych kształciło 700 studentów.

W dniu 14 września, w 70 rocznicę powstania TON, ze wzruszeniem uczestniczyłem w spotkaniu zorganizowanym przez środowisko emerytów Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wspólnie z przybyłymi składaliśmy hołd bohaterom, wyróżniając tych, którzy dożyli tej rocznicy. 11 listopada 2008 r,, w 90 rocznicę Odzyskania Niepodległości, miałem także zaszczyt nadać częstochowskiemu środowisku Tajnej Organizacji Nauczycielskiej nagrodę i tytuł „Tym, co służą Miastu i Ojczyźnie". Zasłużyli na to najważniejsze, samorządowe wyróżnienie.

Patrząc z wdzięcznością na ludzi, którzy ryzykowali życiem, by wykształcić częstochowian na ludzi, którzy potrafili kontynuować misję nauczania w każdych warunkach, myślałem o naszych, samorządowych obowiązkach. Kształcenie i wychowanie młodych ludzi jest dla przyszłości wspólnoty rzeczą najważniejszą. Heroizm wychowawców z TON stworzył nasze pokolenie i współczesną Częstochowę. Moim nauczycielem w LO. im. Sienkiewicza był Stanisław Wieruszewski, który od 1942 roku do końca okupacji kierował częstochowskim TON. Wspaniały człowiek, wzór wychowawcy. Czy dziś potrafimy kontynuować ich pracę ?

Miasto inwestuje w edukację. Nie ograniczamy się w wydatkach na ten cel do wysokości przekazywanej z budżetu państwa subwencji, uzupełniamy ją dodając ponad 20% ogólnej sumy ze środków własnych. Mamy świadomość, że w ten sposób sami ograniczamy możliwość kierowania tych pieniędzy na budowę dróg lub mieszkań. Bywa jednak tak, że to co ważne przegrywa z najważniejszym. Edukacja zaś musi mieć szczególny priorytet.

Odpowiadamy za warunki edukacji i staramy się, by były najlepsze. Remontujemy budynki szkolne, wyposażamy pracownie, budujemy zaplecze umożliwiające rozwój szkolnego sportu.

Najważniejsze jednak, to o czym musimy pamiętać, do czego jesteśmy zobowiązani wzorem bohaterów z TON, to dać szansę wszystkim. Niezależnie od zasobności czy ubóstwa, niezależnie od sytuacji rodzinnej, niezależnie od kondycji zdrowotnej - każde częstochowskie dziecko i każdy młody człowiek musi mieć szansę zdobycia wykształcenia. O to musimy zadbać wspólnie. A czasem nawet musimy zadbać, by młody człowiek ową szansę chciał wykorzystać.

Taki po prostu jest nasz obowiązek.

Tadeusz Wrona